Butterfly i prośba do czytelników

To kulinarna podróż przez smaki świata, w poszukiwaniu smaku doskonałego. Każdego dnia będę coś gotować dla siebie i dla Was. Może wspólnie odnajdziemy harmonię zmysłów. Zupy,sery,mięsa,wędliny,owoce,morza,sałatki,chleb,makarony,pizza,desery. Mniam! Afrodyta powstała z morskiej piany... Butterfly z mojej wanny pełnej jabłek. Leć, leć motylku do ludzi. Przynieś im radość i uśmiech. Wrzuć im do garnka garstkę szczęścia i natkę spokoju. Leć, leć mój malutki.
Wszelkie prawa autorskie są zastrzeżone dla autora bloga. Opublikowane fragmenty powieści pod roboczym tytułem "Gniew Aniołow" są również własnością autora bloga i zostały przez niego napisane, według dat publikacji. Za uszanowanie zasad tej strony dziekuję :)

autor: Izabela Sikorska

sobota, 24 grudnia 2011

Wesołych Świąt wszystkim czytelnikom!

Oby radość Was nie opuszczała, wiara prowadziła do światła a miłość otaczała Was niczym ręka matki. Życzę Wam cudownych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku.

środa, 26 października 2011

Kurczak tandoori, raita i indyjski chlebek naan. Czyli Kamasutra w kuchni.

Jeszcze mam ich smak na podniebieniu i ustach. Moje zmysły wciąż szaleją a wszystko pachnie słońcem, gorącym powietrzem i magią seksu w kuchni. Od kilkunastu miesięcy zagłębiam się w tajniki kuchni indyjskiej. Właściwie tej, której najbardziej się bałam. Niepotrzebnie. Cieszę się, że zostawiłam ją sobie na dalszej drodze eksploracji smaków świata. Dojrzałam do niej, jej duchowości i niebywałej eksplozji smaku i doznań. Obcowanie ze sztuką kulinarną Hindusów jest uniesieniem się na ponad Ziemię. To jakaś forma medytacji zamknięta w niezwykłych składnikach a nawet powiem miksturach przypraw. Przed chwilą skończyłam jeść a moje ciało nadal jest rozgrzane i co tu dużo gadać pobudzone ;). Trochę się napracowałam w kuchni, ale ta kolacja otworzyła mi chyba wszystkie czakramy. Podstawą kuchni indyjskiej jest dobór przypraw, czasem kilkudziesięciu w jednym daniu, wyważenie ich ilości i połączenia. Potem wydobywaniu w ogniu ich aromatu. Jakby to był ogień ciał. Tak powstaje baza dań. Potrzebny jest do tego moździerz, duży i kamienny. Wszystkie składniki wsypujemy do niego i dokładnie miażdżymy.
Zacznijmy od klasyka kuchni indyjskiej:

KURCZAK TANDOORI


Potrzebujemy:
1 kg kurczaka, lub fileta z indyka
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki tartego, świeżego imbiru
3 łyżki tartego czosnku
1 łyżeczka mielonej kozieradki
1,5 łyżeczki garam masali
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki mielonej kolendry ( nasiona )
2 łyżeczki chili
2 łyżeczki kminu ( kumin )
4 łyżeczki tandoori masali ( lub 4 papryki czerwonej w proszku ) - chodzi o kolor
5 łyżek oleju
opakowanie dużego jogurtu gęstego, najlepiej grecki
świeża kolendra do przybrania

Kurczaka pokroić na porcje, a filet pociąć w drobniejsze kawałki ( 3- 4 cm)
Wszystkie suche przyprawy ucieramy w moździerzu a potem prażymy na suchej patelni intensywnie mieszając. Wcieramy je dłońmi w mięso. Dodajemy sok, imbir i czosnek dalej wcierając w mięso. Na koniec jogurt. Dokładnie mieszamy, aby wszystko się połączyło. Odstawiamy najlepiej na noc a minimum na 4 godziny. Godzinę przed pieczeniem wyciągamy lodówki o ogrzewamy w temperaturze pokojowej. Przekładamy na blachę. Nadmiar jogurtu wyrzucamy. Wstawiamy na około 25 minut do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni C. Gotowe i jakie smaczne... Boże.

To danie podaje się z raitą. Raita do forma takiego dipu ze świeżych warzyw z jogurtem.

RAITA Z ZIELONEGO OGÓRKA:
Potrzebujemy:
- jednego długiego ogórka zielonego
- 3 ząbki czosnku
- 3 cm tartego korzenia imbiru
- łyżeczkę chili
- dwie płaskie łyżeczki garam masali
- 6-7 łyżek jogurtu
- pół łyżeczki soli
- kilka kropel soku z cytryny

Raitę przygotowujemy na godzinę przed podaniem, aby smaki się połączyły. Ogórka ścieramy na tarce o grubych oczkach ( nadmiar soku odlewamy ). Dodajemy wszystkie składniki, mieszamy i odstawiamy do lodówki.

RAITA ZE ŚWIEŻYCH POMIDORÓW ( mój przepis)
- 3 średniej wielkości pomidory obieramy ze skórki i wycinamy gniazda nasienne. Siekamy w kostkę. Do miseczki wrzucamy dwa pomidory. Trzeciego odkładamy.
- 1 średniej wielkości cebula posiekana w kostkę
- 3 cm tartego imbiru
- 2 siekane ząbki czosnku ( duże)
- 2 płaskie łyżeczki kminu rzymskiego ( kumin )
- łyżeczka chili lub pieprzu cayenne
- 6-7 łyżek gęstego jogurtu naturalnego
- kilka kropel soku z cytryny
Pomidory ( dwa) i jogurt oraz przyprawy miksujemy blenderem. Dodajemy trzeciego pomidora pokrojonego w kostkę, cebule, czosnek i imbir. Mieszamy wszystko i wstawiamy na godzinę do lodówki.

CHLEBEK NAAN
Potrzebujemy:
- łyżeczkę suchych drożdży
- dwie łyżki ciepłej wody
- łyżkę brązowego cukru
- 1 i pół szklanki mąki pszennej
- pół łyżeczki soli
- płaską łyżeczkę proszku do pieczenia
- 2 łyżki jogurtu
- 2 łyżki mleka
- łyżkę oleju roślinnego

Drożdże zalewamy ciepłą wodą, dodajemy cukier i odstawiamy na kwadrans w ciepłe miejsce. Suche składniki mąkę, sol, proszek do pieczenia. Mieszamy. Dodajemy jogurt, oliwę o drożdże. Wyrabiamy elastyczne ciasto, które nie przykleja się do ręki. Jeżeli jest zbyt suche dodajcie ciepłej wody, jeżeli zbyt mokre mąki. Po kilku minutach wyrabiania, formujemy kulkę, przykrywamy miskę ściereczką odstawiamy na 30-45 minut do wyrośnięcia. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C, ciasto dzielimy na 4 części i formujemy wałkiem lub dłońmi placki o grubości pół centymetra. Kładziemy na natłuszczonej blasze i pieczemy aż będą złote ( ok. 15-20 minut)

I to już koniec. MAGICZNY, PACHNĄCY WIECZÓR. Resztę dopiszcie sami....
SMACZNEGO.




piątek, 21 października 2011

Kremowa zupa z dyni.

Sezon dyniowy otwarty na całego. Skoro już taki urodzaj dyń mamy, to warto by było coś z tej dyni przyrządzić. Ja zrobiłam ostatnio krem z dyni, smaczną zupę, która obecna jest również w kuchni włoskiej. Zupa jest bardzo prosta i smaczna.

POTRZEBUJEMY:
- Jednej dyni, ale niedużej ( 1kg-1,5)
- 2 średnich cebul
- 4 ząbki czosnku
- 2-3 litry wywaru z mięsa, lub rosołu.
- 1 dużej pomarańczy
- garść świeżego tymianku, lub 1 łyżka suszonego
- parmezan do posypania
- 2, 3 łyżki oliwy z oliwek
- opcjonalnie łyżka śmietany i grzanki

Cebulę kroimy w piórka, czosnek w drobna kostkę. Rozgrzewamy oliwę w rondlu. "Szklimy" cebulę i czosnek. Dodajemy pokrojoną w kostkę dynię. Jeszcze chwilę smażymy i zalewamy wszystko wywarem. Można uzupełnić wodą. Wyciskamy sok z pomarańczy, i ścieramy jej skórkę. Sok i skórkę dodajemy do zupy.Świeży tymianek, kilka gałązek wrzucamy do garnka. Część zostawiamy do posypania gotowej już zupy.Gotujemy około 1 godziny do 1,15. Kiedy dynia jest miękka odcedzamy ją i miksujemy blenderem. Łączymy masę z płynem zupy.Mieszamy i gotowe. Teraz do miseczek, posypcie świeżym tymiankiem. Mozna dodać grzanki i tarty parmezan.
SMACZNEGO

czwartek, 18 sierpnia 2011

Tarta z gruszkami lub jabłkami

Dla wszystkich, którzy walczą z melancholią stworzono tartę z gruszkami. Francuz, który ją wymyślił przelał w nią wiele miłości. Jak spróbujecie, będzie wiedzieli o co mi chodzi. Więc może dziś, przy dobrej muzyce zrobicie tartę do popołudniowej kawki?



Potrzebujemy:
4 niezaduże gruszki ( Uwaga! Mogą być jabłka zamiast gruszek)
Szklanki białego wytrawnego wina
1/2 szklanki miodu
szklanki wody
1 korę cynamonu
1/2 laski wanilii
2-3 goździki (gwoździki)
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
2/3 szklanki śmietany min. 18 % procent
3 duże jaja
Skórkę z jednej cytryny
2,3 łyżki soku z cytryny
łyżkę cukru brązowego

Na kruche ciasto:
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżki cukru
jedą kostkę masła
1 jajo rozmącone z jedną łyżką wody
malutka szczypta soli

Uwaga! Cytrynę dokładnie wyszorować pod bieżącą wodą, bo ich skórki są pryskane i woskowane.

Przygotowujemy najpierw ciasto, ponieważ będziemy musieli chłodzić je w lodówce 3 godziny. Jeżeli macie mikser, malakser lub blender to użyjcie go, bo będzie szybciej. Więc do naczynia od robta kuchennego wsypujemy mąkę, dodajemy cukier i sól i kilka sekund mieszamy wszystko mikserem. To po to, by napowietrzyć mąkę. Dodajemy teraz pokrojone w kawałki masło i znów kilkanaście sekund miksujemy. Na koniec rozmącone z wodą jajo. Miksujemy teraz tak długo, aż ciasto zrobi się kulką. Chodzi po prostu o to, by było elastyczne i bez grudek. Będzie się kleić do rąk, ale to przez dużą ilość masła. NIe martwcie się tym. Kiedy ciasto jest gotowe oprószamy je lekko mąką ze wszystkich stron i zawijamy w folię aluminiową. Wkładamy na minimum 3 godziny do lodówki. Jeżeli macie więcej czasu to dla ciasta będzie lepiej, kiedy włożymy je na całą noc do lodówki, a jeśli nie, to nic. Po trzech godzinach chłodzenia też wyjdzie.
Kiedy ciasto jest na Alasce zabieramy się za serce tarty. Bierzemy średniej wielkości garnek. łączymy kolejno składniki, wrzucająćc je do rondla: startą skórkę z cytryny, wodę, wino, miód, goździki, cukier, startą korę cynamonu, rozciętą i oskrobaną z nasionek wanilię, sok z cytryny i gruszki - obrane ze skórki z wyciętymi gniazdami nasiennymi. Każda pokrojona na cztery części. Gruszki gotujemy w syropie tak długo, aż widelec miękko będzie w nie wchodził.
Kiedy ciasto jest już schłodzone wyciągamy je, przez 20 minut ogrzewamy w temp. pokojowej i dzielimy nożem na dwie równe połówki. Na oprószonej mąką stolnicy wałkujemy w koło lub prostokąt ( kształt dostosowujemy w zależności od foremki do pieczenia). Forma okągła nie powinna mieć grubości- wysokości ciasta większej niż 1 cm ). Wałkujemy najpierw jeden kawałek ciasta ( na dno), potem drugi ( do przykrycia). Wykładamy płatem ciasta dno foremki, tak, aby krawędzie ciasta,wystawały ponad nią ( końcami połączymy dwie części ciasta). Nakłuwamy ciasto widelcem. Układamy gruszki w gwiazdę, czyli wzdłuż promienia koła, zgodnie ze wskazówkami zegara. W naczyniu do miksera mieszamy teraz pzostałe składniki: śmietanę, 3 jaja, 1/4 szklanki syropu z owoców i gałkę muszkatołową. Ostrożnie zalewamy miksturą gruszki poukładane na cieście. Teraz na wierzch kładziemy drugą część ciasta i zlepiamy końce spodu i wierzchu tarty. Nakłuwamy delikatnie widelcem. Dość gęsto, bo inacze ciasto pęknie w czasie pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na około 35 minut. Tarta jest gotowa, kiedy jej wierzch stanie się złoty. W czasie pieczenia tarty podgrzewamy znowu syrop, który został nam z gruszek. Tak długo, aż płyny odparują a na dnie bedzie gęsty syrop. Wtedy zlewamy go do miseczki i schładzamy. Upieczoną tartę, studzimy wyciągamy z foremki. Podaną już na talerzyku polewamy syropem. I już, gotowe. Może trochę się trzeba przy niej narobić, ale ta tarta grzechu jest warta. Z całego serca życzę Wam smacznego!

p.s. Przypominam tylko przepis z jednego z pierwszych postów, bo jest grzechu wart. I tym razem nie, nie jest prosty, ale do zrobienia. A efekt. Hmmm. Jak nie lubię slodyczy, naprawdę, grzechu wart ;)

piątek, 12 sierpnia 2011

Sardynki w cytrynowym winegrecie. Kuchnia grecka.

Dziś proponuje danie w 10 minut bardzo proste, smaczne i zdrowe. Zamiast sardynki może być śledź, lub sielawa, lub jakaś inna ryba o niewielkich rozmiarach.
Rybę grillujemy, lub smażymy na złoty kolor na patelni.



Winigret:
- sok z jednej cytryny i starta skórka z tej cytryny
- 6 łyżek oliwy z oliwek
- szczypta soli
- siekana natka pietruszki

Składniki łączymy w miseczce. Mieszamy (roztrzepujemy), aż do uzyskania kremowej konsystencji. W kuchni francuskiej nazywa się to ajoli. Na koniec wsypujemy siekaną pietruszkę.
Rybki polewamy sosem. Podajemy z chrupiącym pieczywem. Smacznego.

piątek, 29 lipca 2011

Noisettes z cielęciny lub jagnięciny. Mój przepis

Noisettes oznacza "orzech laskowy". A nazwa dania wzięła się stąd, że mięso rolujemy w kulki, przypominające orzechy. Danie jest proste, bardzo smaczne i ma delikatny wytworny smak. No i oczywiście nie pochodzi tym razem z kuchni greckiej, tylko mojej. To skrzyżowanie kuchni francuskiej i wloskiem, którego dokonałam ostatnio gotując.

A tak skacze na koniu moja córka Nella :)

POTRZEBUJEMY: NOISETTES
-6 Kotletów z jagnięciny lub cielęciny. ( ok kilograma)
- 180 mililitrów białego, półsłodkiego wina
- 180 mililitrów wywaru mięsnego, lub rosołu, ale nie z kostki!
- skórkę z jednej cytryny
- dwie gałązki świeżego rozmarynu
- dwie łyżki masła
- garść mąki pszennej
- oliwa do smażenia
- sól i pieprz do smaku

Mięso solimy, rolujemy w kulki i przewiązujemy sznurkiem spożywczym. Obtaczamy w mące i smażymy na patelni w rozgrzanej oliwie po kilka minut, na złoty kolor. Przekładamy na bok.
Patelnię deglasujemy ( zalewamy) winem i po chwili przelewamy do dużego rondla.Dodajemy wywar mięsny, skórkę z cytryny i kilka kropel soku, gałązki rozmarynu. Zagotowujemy i dodajemy mięso. Gotujemy około 1 godziny, aż do miękkości. Na koniec mięso przekładamy na talerz pod folię, aby nie wystygło a sos odparowujemy, aż zgęstnieje. Sól i pieprz do smaku i masło, aby nadać aksamitności i wydobyć smak.
Rada: jeżeli sosu jest za dużo i nie chce zgęstnieć rozpuście w drugim rondlu czubatą łyżkę masła, dodajcie 2 łyżki mąki, zasmażkę zalewajcie systematycznie dodając sosu z mięsa. Chwile gotujcie, aż zgęstnieje.



WERSJA NA GRILLA
Składniki jak wyżej. Mięsa nie smażcie na patelni. W rondlu, lub misce połączcie wino, rozmaryn, skórkę z cytryny i wrzucie do niej mięso na 4-8 godzin. Po tym czasie mięso wyjmijcie i upieczcie na grillu a sos przyrządźcie z marynaty dodając wywar mięsny, według przepisu jak wyżej.
Mięso polewamy sosem, podajemy z pieczonymi ziemniaczkami, lub pieczywem oraz swoja ulubiona sałatką, lub grillowanymi warzywami polanymi oliwą i białym octem winnym.
SMACZNEGO:)

czwartek, 21 lipca 2011

Greckie kotlety z grilla w picie z tzatziki. Keftedes, tzatziki i pita :)

Kuchnia kreteńska jest nieco odmienna od tej tradycyjnej greckiej. Dużo w niej wpływów kuchni włoskiej, przez zabór Wenecjan i kuchni tureckiej. Turcja długo okupowała Kretę. Powstał tu swoisty miks kuchni greckiej, włoskiej i arabskiej. To daje niepowtarzalne smaki i aromaty, gdzie obok musaki, stawia się spaghetti i keftedes, greckie kotleciki doprawione kminem rzymskim. A oto moja wariacja na temat dań, jakich tam posmakowałam. Sprawdzona i smaczna. Nadaje się na grilla. Przy okazji kolejne pejzaże z Krety :)



potrzebujemy:

KEFTEDES - MIELONE KOTLECIKI ( cielęcina, baranina, wieprzowina lub drób)
1/2 kg cielęciny mielonej
30 dkg wieprzowiny, najlepiej łopatki
1,5 łyżeczki zmiażdżonego w moździerzu kminu
szczypta soli i pieprzy czarnego do smaku
1 namoczona bułka posiekana tasakiem
1 duże jajo, lub 2 małe
1 cebula średnia starta na tarce
3 ząbki czosnku starte na tarce

Składniki łączymy, wyrabiamy gładką masę z mięsa, formujemy kotleciki, tak jak hamburgery, płaskie i o równym owalu. Pieczemy na grillu lub patelni ok. 15 minut obracając.



Pita:
Gotowe chlebki pita przecinamy w połowie, nie rozcinając do końca, opiekamy na grillu lub w piekarniku aż pojawia się złote piegi.



sos tzatziki:
1 duży jogurt grecki lub serek homogenizowany
2 ogórki zielone długości dłoni
3 ząbki czosnku
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Do miseczki przekładamy jogurt, ogórki ścieramy na tarce o grubych oczkach, czosnek przeciskamy przez praskę, energicznie mieszamy łącząc składniki. Warto jest zrobić tzatziki co najmniej godzinę przed podaniem, aby smaki zdążyły się połaczyć.

A teraz wszystko łączymy razem. Usmażone lub zgrillowane kotleciki wkładamy do środka pity, dodajemy dwa plastry pomidora, dwa krążki cebuli, 3, 4 plastry zielonego ogórka i kilka pasków papryki. Wnętrze smarujemy tzatziki. Podajemy z czerwonym, wytrawnym winem. Gotowe. Danie jest szybkie, choć składa się z kilku dań. I warte zrobienia. Pyszne, taki grecki, swojski hamburger ;)

wtorek, 19 lipca 2011

Papryka pieczona z serem feta. Kuchnia grecka i kreteńskie wspomnienia.

Kreta.


Największa wyspa Grecji. Piękna, otoczona wzgórzami i wysokimi górami. Z ich szczytu rozpościera się bajeczny widok na morze.


Opływają ją trzy morza. Kreteńskie, Libijskie wchodzące w basen Morza Śródziemnego. Okala ją bardzo zróżnicowane nabrzeże od skalistego z licznymi grotami, poprzez błękitne laguny i atole, po długie, piaszczyste, czasem gęsto porośnięte palmami plaże. To tutaj narodził się Zeus i najstarsza kolebka kultury europejskiej: kultura minojska.


To stąd wyruszył na skrzydłach Ikar i Dedal uciekając przed Królem Minosem a groźny Minotaur straszył okolicznych mieszkańców swym żałosnym rykiem uwięzienia w labiryncie.



Niezwykła, różnorodna, zaskakująca zmiennością krajobrazu i pełna gościnności swych mieszkańców. Tak w skrócie o Krecie. I czuje się w jej pięknym krajobrazie oddech wielkich, starożytnych przodków. Wieczorem cykady przygrywają do lampki wina a szum fal im akompaniuje.


Wszędzie rosną drzewa oliwne. Na skałach, parkingach, przy plażach. Kreta ma ponad 30 milionów oliwek i jest głównym dostawcą oliwy greckiej. I przyznam, że z dotąd mi znanych - najlepszej! Przebyłam Kretę wzdłuż i wszerz robiąc ponad 1600 km razem z mężem i dwójką dzieci. Na krańcu wschodniego wybrzeża odnalazłam najlepszą oliwę, jaką w życiu spożywałam. I nie mogę o niej zapomnieć.O Krecie też.

A oto papryka z fetą z grilla lub piekarnika. Pycha :)

POTRZEBUJEMY:

- 9 podłużnych, średniej wielkości jasnozielonych papryk
- 300 g startego na tarce na grubych oczkach sera feta
- 1/2 szklanki oliwy z pierwszego tłoczenia
- pieprz z młynka
- kilka kropel octu białego, winnego
- łyżeczkę świeżego oregano

Paprykom odcinamy czapeczki, czyli miejsce gdzie mają ogonek. Odkładamy "zatyczki" do paprykowego pojemnika. Łyżką wyciągamy pestki. Ser feta mieszamy z 1/3 oliwy i dodajemy pieprzu oraz oregano. Mieszamy a gotowym farszem wypełniamy papryki. Zatykamy "czapeczkami". Na blasze wyłożonej pergaminem lub folią aluminiową układamy faszerowane strąki papryki. Smarujemy oliwą, zostawiając 50 % na później. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 % na 12-15 minut, lub na grilla. Upieczone papryki chłodzimy, aby były letnie, polewamy resztą oliwy, skrapiamy kilkoma kroplami octu winnego i przyozdabiamy listkami świeżego oregano. Podajemy z chrupiącą bułeczką i białym winem.
SMACZNEGO!!!

sobota, 2 lipca 2011

niedziela, 12 czerwca 2011

Kasza gryczana z pulpetami w pomidorach. Fantastyczne danie dla całej rodziny.

Zupełnie niespodziewanie przywołano dziś w mojej pamięci danie, które jadłam kilka tygodni temu w Zakopanem.


Moja zaspana córka wstała w niedzielny poranek i opowiedziała mi swój sen. Mówi:
- Mamo... Jestem taka głodna. Wszystko przez ten sen, który dziś miałam.
- A co Ci się śniło?
- Kasza gryczana! I była taka, taaaka pyszna. I był w niej chyba groszek? Nie, to nie był groszek, to był koperek i pomidory. Mamo. Już wiem. Śniła mi się ta kasza, którą jadłyśmy w Zakopanem. Pamiętasz?
A jakże. Pamiętam. Pod koniec Krupówek w Zakopcu jest restauracja zupełnie inna niż wszystkie w tym miejscu. Nazywa się Dobra Kasza Nasza. Cena obiadu waha się od 10 złotych do 30 złotych. Dania z kaszy to rząd 14-20 złotych. Gorąco polecam ten lokal. Serwuję różne zapiekanki z kaszy wyciągane wprost ze specjalnego pieca. Kto nie lubi kaszy znajdzie tam na pewno coś innego i równie pysznego. Polecam żeberka w gruszkach.
Wiedziona wspomnieniem kaszy naszych kochanych Górali poleciałam do sklepu. I kupiłam:

POTRZEBUJEMY ( danie dla 4-6 osób na dwa dni )
-pół kg mięsa mielonego, takiego, jakie lubimy
- 3 duże pomidory
- trzy opakowania ( saszetki) kaszy gryczanej prażonej
- pęczek koperku
- puszka pomidorów w przecierze
- 6 ząbków czosnku ( dużych)
- 2 średnie cebule
- jedna średniej wielkości marchewka
- i średni korzeń pietruszki
- 2 kromki białego chleba
- tłuszcz do smażenia, najlepiej gęsi lub oliwę, jeśli nie macie
- 1,3 kostki masła mocno schłodzonego


Najpierw w lekko osolonej wodzie gotujemy kaszę. Krócej niż na opakowaniu o jakieś 30%. Więc jeśli jest napisane gotuj 15 minut, to gotujcie 10. W tym czasie robimy szybko pulpety.
Zmielone mięso wrzucamy do miski. Na drobnych oczkach tarki ścieramy marchewkę, pietruszkę, cebulę i 3 ząbki czosnku. Od chleba odcinamy skórkę i siekamy tasakiem na miazgę. Do mięsa i warzyw dodajemy jedno jajko i posiekany chleb. Solimy i pieprzymy do smaku. Mieszamy. Formujemy drobne kuleczki o średnicy do 1,5 cm.
Pomidory zalewamy wrzątkiem na 60 sekund, potem gorącą wodę wylewamy i hartujemy pomidory w zimnej wodzie. Teraz skórka sama zejdzie z pomidora. Pulpety smażymy na patelni a pomidory kroimy w cząstki wybierając z nich łyżeczką gniazda nasienne. Pestki z pomidorów wraz z sokiem odkładamy do osobnego naczynia. Po wyjęciu pulpetów wlewamy do tłuszczu z nich na patelni pół szklanki zimnej wody i deglasujemy, czyli " ściągamy" smak i soki po mięsie. Lekko odparowany płyn przelewamy do naczynia z gniazdami pomidorów. Miksujemy blenderem.

Przygotowujemy zapiekankę:

Potrzebujemy do tego dużego, ale płaskiego naczynia żaroodpornego. Taki duży, płaski półmisek. Wykładamy do niego odcedzoną kaszę gryczaną, kładziemy pulpety, dodajemy pokrojony drobno miąższ pomidorów i puszkę z pomidorami wraz z sokiem z nich. Na koniec wlewamy nasz sos z blendera, posiekany pęczek koperku i trzy sprasowane ząbki czosnku. Solimy i pieprzymy do smaku.Delikatnie mieszamy dwiema dużymi łyżkami. Tak jak sałatkę. Ścieramy na grubych oczkach masło, posypując wiórkami danie.
Wstawiamy na 15- 20 minut do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni C. W trakcie pieczenia kilka razy mieszamy. Pycha. Naprawdę. Ja dostałam dziś od córki za to danie buziaka. Może opis jest długi, ale danie robiłam w 30 minut. Jeżeli danie będą jedli tylko dorośli możecie dodać do zapiekanki 2 płaskie łyżeczki chili.
Danie stworzyłam w oparciu o własna fantazje, ale zainspirowały mnie zakopiańskie kasze w wyżej wymienionej restauracji. To był maj, na dole ciepło 20 stopni. Na Kasprowym pół metra śniegu. Wszystko na zdjęciach. Smacznego i pozdrawiam z mojej kuchni. Za dwa dni rozpoczynam podróż na Kretę. I... Przywiozę naręcze przepisów specjalnie dla Was. Od lipca cykl kuchni greckiej i kreteńskiej. :)))

czwartek, 2 czerwca 2011

Zupa z młodej kapusty.Kapuśniak.

Pogoda wiosenno-letnia to i przepis dostosowuję do niej. Lekka, smaczna zupa dla całej rodziny. Prosta do zrobienia.


POTRZEBUJEMY:
-niedużej główki młodej kapusty
- 1/2 kg skrzydeł z indyka lub kurczaka
- włoszczyznę : marchew, pietruszkę w korzeniu, seler, por.
- puszkę pomidorów i 1/2 litra dobrego przecieru z pomidorów ( płyn nie koncentrat)
- pęczek koperku
- kilka młodych ziemniaków
sól i pieprz do smaku.

Skrzydełka myjemy pod bieżącą wodą. Wrzucamy do dużego garnka i zagotowujemy. Ściągamy szumy z powierzchni i kiedy płyn jest już klarowny wrzucamy obraną włoszczyznę. (Kapustę jeszcze nie!) Kapustę siekamy w drobne piórka. Wywar warzywno-drobiowy gotujemy na wolnym ogniu około 1,30 godziny. Wyciągamy skrzydełka i włoszczyznę (marchewki można pokroić i dodać z powrotem. Wrzucamy siekaną kapustę i oskrobane młode ziemniaki oraz pomidory i przecier. Gotujemy kolejną godzinę do półtorej aż kapusta i ziemniaki będą miękkie. 20 minut przed końcem gotowania wrzucamy posiekany koperek.
Zupę można podać z łyżką śmietany. Inna wersja tej zupy jest bez pomidorów i przecieru, ale zabielona śmietaną.
Solimy i pieprzymy do smaku. SMACZNEGO,

czwartek, 26 maja 2011

Skrzydełka z grilla w marynacie




Rozpoczął się sezon grillowy więc ten przepis w sam raz jak na porę. Skrzydełka to jedno z bardziej lubianych dań grillowych mojej rodziny. Najlepiej przygotować je na kilka godzin przed grillem i marynować przez ten czas.

POTRZEBUJEMY
1 - 1,5 kg skrzydełek
pół szklanki oliwy
1/2 szklanki sosu sojowego jasnego
3 łyżki miodu
sok z 1/2 cytryny
3 łyżeczki curry
3 łyżeczko słodkiej papryki
jeśli ma być na ostro 2,3 łyżeczki chili lub pieprzu cayenne
opcjonalnie 3 -4 cm tartego imbiru świeżego

sól do smaku

Mieszamy marynatę i obtaczamy w niej skrzydełka. Wstawiamy do lodówki na kilka godzin, co jakiś czas mieszając ręką skrzydełka.
No i wiadomo. Na grilla! Smacznego.

piątek, 20 maja 2011

Narodziny dziecka Butterfly :)

Kochani,
po zdradzie w sieci Was, tłumaczę co nastąpiło. Od jakiś dwóch lat w głowie kotłował mi się pewien pomysł... Zupelnie nie związany ani z moim "artystycznym zawodem", ani kuchnią, ani powieścią, którą piszę "Gniew Aniołów" i tak jak obiecałam, jesli ja opublikuję, przyjdzie w paczce... Wracając do kolejnego dziecka nienarodzonego...Uciekalam przed nim... A ono wracało. W postaci próśb od ludzi, którzy chcieli go urzeczywistnić. I dla tych ludzi a przede wszystki mojego męża... Kuzynki Dagmary, która aktywnie wkroczyła... Dla cudownych lekarzy, którzy są naszym zespołem i nam kibicują... Dla nich powstał drugi Butterfly, który w przyszłości stanie sie portalem medycznym, mającym nieść pomoc i informację dla ludzi na całym świecie. To są te dalekosiężne marzenia ;) Ale ja wierzę i wiem, że wiara czyni cuda...Na początek zajrzyjcie do niebieskiego Butterfly:

http://butterfly-polmed.blogspot.com/

I jeżeli mogę Was o to prosić a Wiem, że tak, bo już nie raz daliście mi i wsparcie i wiele radości i prezentów, przyłączcie się do niebieskiego motyla i pozwólcie mu polecieć w świat. Bądżcie rodzicami chrzestnymi dziecka, które właśnie się rodzi... Zostańcie tez moderatorami.

Pozdrawiam serdecznie,
Wasz Motylek :)

niedziela, 15 maja 2011

Gniew Aniołow XVI

" Wiedziałem, że w jej wątłym ciele tliło się jeszcze życie. Była nieprzytomna. Poszarpana, pokrwawiona... Moja biedna, mała Anna. Ja też byłem rozszarpany...Z własnej bezsilności. Kiedyś myślałem, że mam władzę nad nimi, że jestem potężny.
No cóż.... Myliłem się.
Lekarz właśnie podszedł to niej. Mierzy jej tętno. Zabierają ją na nosze. Nareszcie. Idę do karetki."
Nosze z Anną wsunięto do samochodu. Ruszyli z dużą prędkością na sygnale. Miasto było zakorkowane. Po kilkuset metrach karetka ledwo posuwała się do przodu. Anna bardzo krwawiła. W między czasie ustała akcja serca. Kierowca ambulansu zjechał do zatoki autobusowej i tam się zatrzymał. Lekarz z sanitariuszem rozpoczęli reanimację. Defibrylator… Oddech… Brak tętna… Brak oddechu… defibrylator… Oddech… Brak tętna… Brak oddechu…
„ Wszedłem w nią wtedy zupełnie inaczej. Inaczej. Splotłem się z jej umysłem w sposób, którego dotąd nie doświadczyłem. Przyjęła mnie bez zarzutów. Jej jaźń dryfowała zawieszona w przestrzeni.
- Anno…
- Tak?
- Słyszysz mnie.
- Tak. Co się stało? Gdzie ja jestem?
- W tunelu między życiem a śmiercią.
- Nie widzę tunelu. Nic nie widzę.
- Ale mnie słyszysz. Pierwszy raz, słyszysz mnie.
- Co się dzieje?
- Zawracaj.
- Skąd?
- Stąd. Wracaj … za chwilę Twoje życie zostanie przerwane.
- Umieram?
- Tak?
- Jak mam zawrócić?
- Pamiętasz, jesteś w ciąży? Pamiętasz orbitę Ziemi i wschód Słońca? Przywróć ten obraz natychmiast.
- Widzę… Widzę Ziemię. Jest taka piękna. Idealna. Słońce wschodzi na jej horyzoncie… Tu jest tak cicho… Tak cicho… Słyszę bicie serca na zewnątrz…
Dziwne… Skąd to dobiega?”

- Mamy tętno! Adrenalina dożylnie! Atropina!
- Intubujemy!
- Ruszaj natychmiast do szpitala! Żyje!
Karetka ruszyła znowu na sygnale. Ledwo tocząc się przez szczytujące miasto.

Dawid nagle otworzył szeroko oczy. Ariel pchnął właśnie jego ramię.
- Nie żyją?- zapytał Dawid.
Wielbłąd pokręcił uspokajająco głową.
- Boże..- Dawid opuścił głowę.- Boże, znowu… To niemożliwe… Niemożliwe… Niemożliwe! - Szept stał się krzykiem, niesionym przez piach pustyni.
- Nieeeeemożliweeee !!!!!- Jak możesz doświadczać wciąż jednego człowieka??!!!! Dlaczego???!!!
Dawid upadł twarzą w piach. Jego usta przepełniły się drobnymi ziarenkami, tak, że prawie nie oddychał. Chciał płakać… Ale już nie umiał.
Ariel położył się wzdłuż ciała Dawida. Nie mówił nic. Nie patrzył. Po prostu dał mu ciepło swojego ciała. Przylgnął do niego.
Annę obmyto z krwi. Delikatnie rozcięli jej ubranie wcześniej. Zszywali kilka godzin głębokie rany. Potem przełożyli do białej pościeli. Nagie ciało, podłączone do wielu rurek przykryto płótnem. Na sali została sama wraz z maszyną oddychającą i kardiomonitorem. Ale tu było tylko jej ciało i ON.
Anna była zawieszona nadal na orbicie. Patrzyła stamtąd na swój świat. Na błękit… Na wschody Słońca co 15 minut.
„Siedziałem w jej nogach. Cały czas patrzyłem. Mijały minuty, godziny, dni… Cały czas tu byłem. Nie odszedłem ani na chwilę. W końcu odłączyli ją od rurek, ale ona nadal oddychała, teraz samodzielnie. Lekarz nie dawał jej szans. Śpiączka pourazowa.
Wiem, że nie umiała wrócić. Dryfowała na orbicie pomiędzy światami. Szukała drogi powrotnej. Ja też potrzebowałem czasu, żeby podjąć decyzję. Nie chciałem by wracała do tej rzeczywistości… Z drugiej strony nie umiałem pozwolić jej umrzeć.
Siedziałem tak i czuwałem… Dzień i noc, lipiec, sierpień… Zimą i wiosną... W upalne lato...
Minął rok… Ja nadal patrzyłem na jej ciało, twarz z brzoskwiniowym rumieńcem.
Minął kolejny… A potem następne.
8 lat ...
Jej włosy były takie długie. Gdyby wstała sięgałyby chyba do ud. Jakaż piękna byłaby znowu naga…

p.s Nie wytrzymałam. Bez Was trace energię....

sobota, 14 maja 2011

Awaria, awaria

No i tak się stało, że zamiesciłam post kilka dni temu i zniknał wraz z awarią googla. No, ale dzis nagle znowu się pojawił a ja moge znowu pisać! Wspisałam tez kilka komentarzy i swoich czytelników. U tych z googla na razie słuch zaginął i moje komentarze też :( .
Stęskniłam się za Wami. Buziaki.

sobota, 23 kwietnia 2011

Poruszona do głębi... Smierć w sieci.

Dziś serfując po necie trafiłam tutaj:

http://kogut-domowy.blog.onet.pl/Gdy-umiera-bloger,2,ID402469407,n

Wielkokrotnie zastanawiałam się, jak i wielu z Was nad tym czym jest funkcjonowanie w wirtualu, budowanie naszych mieszkań- domów w alternatywnej rzeczywistości. Ale na ile jest ona faktycznie alternatywna? Czy jest? Czy może łaczy ją o wiele więcej, niż nam się wydaje z nami i z tym co naprawdę czujemy. Czyli jeżeli jesteśmy tutaj autentyczni, to świat tworzony w tym miejscu jest tylko przeniesieniem. Jako dziennikarz interesowałam sie juz tematem odchodznia na zawsze z sieci. W USA tworzy się nekrologi za życia, po to, by odpowiednio przygotować się do odejścią. Bliskim zostawia się hasła i loginy, do kont i blogów. Odnalzałam dziś w globalnej sieci coś autentycznie pięknego. Coś, czego my ludzie poszukujemy od zawsze... NIeśmiertleność. W tym miejscu, my anonimowi ludzie pozostawiamy ślad trwale wpisany w umysły naszych czytelników. Przeżywamy siebie za każdym razem, kiedy ktoś taki jak ja dzisiaj, nagle odkrywa tego człowieka, jego myśli i pasje... I... Jego życie. Trwające na serwerach naszych myśli...
Alleluja kochani.

p.s. Wiem, że okreslenia, że jest coś pieknego w śmierci, moga szokowaĆ. Ale chodzilo mi o to, że ten człowiek nie zyje juz od roku, ale jego słowa, zdania... Zapach kuchni... Wprawily mnie w wibrację. A to znaczy, że ten czlowiek żyje! Bo nadal ma moc oddzialywania. O tym pisałam mając na myśli piękno.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Żur polski - tradycyjny żurek i zakwas na żur. Na wielkanocny stół.

ŻUR POLSKI

Ja osobiście nie zdążyłam zrobić zakwasu wcześniej, ale jest bardzo prosty do zrobienia. Jeżeli więc zaplanujecie żurek tydzień wcześniej zachęcam do przygotowania go samemu w domu. Jeśli nie będzie na to czasu, nic nie szkodzi. Gotowe są do kupienia w sklepie.

Zakwas na żur
Szklanka dobrej, żytniej mąki, trzy szklanki letniej wody, 5 dużych ząbków czosnku, łyżeczka soli morskiej, dwa, trzy listki laurowe, 10 ziaren ziela angielskiego, duża piętka czerstwego żytniego chleba (bez konserwantów, bo zakwas może się nie udać).
Przygotowanie: mąkę zalewamy letnią wodą i mieszamy dokładnie, aby nie było grudek. Potem dodajemy kolejno: listki laurowe (zwane też bobkowymi), ziele angielskie, pokrojone ząbki czosnku, a na wierzch kładziemy kromkę chleba. Zaczyn robimy w szklanym, lub glinianym naczyniu. Dobrze wymieszany zakwas przykrywamy ściereczką, albo gazą, by umożliwić dostęp powietrza. Odstawiamy płyn w ciepłe miejsce na tydzień, codziennie trzeba go zamieszać. Po tygodniu zakwas jest gotowy!




A teraz do dzieła.

Składniki:
1 kg mięsnych kości wieprzowych, lub kawałek trochę bardziej tłustego mięsa
ok. 0,5 kilograma wędzonych żeberek, lub innej wędzonki
pęczek włoszczyzny
0,5 litra zakwasu na żur
garść suszonych podgrzybków lub prawdziwków
4 kiełbasy śląskie, białe lub zwyczajna
4-5 ząbków czosnku
10 ziaren ziela angielskiego
2-3 liście laurowe
garść majeranku
szklanka śmietany
3 czubate łyżki mąki
sól i pieprz do smaku

Biorę kilogram bardzo mięsnych kości wieprzowych i pół kilograma wędzonych żeberek, też wieprzowych. Na tym przyrządzę wywar. Zalewam mięso wodą w dużym garnku i zaczynam gotować. Będę to robić powoli, około 1,5 godziny, zanim dodam włoszczyznę, czyli warzywa. Wolno gotowane mięso uwalnia do wody bogactwo aromatu. W ten sposób żurek zyska na jakości.
Po tym czasie dodaję obrane warzywa: marchewkę, korzeń i nać pietruszki, seler, por- jego białą i zieloną część. Znowu trzeba być cierpliwym, bo wszystko będzie się gotować kolejną godzinę pod przykryciem. Przykrywanie garnka, pozwala zmniejszyć zużycie energii potrzebnej do jego ogrzania nawet o 50%. Nakrywajmy pokrywką gotujące się garnki, bo zaoszczędzi na tym nasz portfel.



I jeszcze garść suszonych podgrzybków… Wrzucam je osobno do garnuszka. Kiedy się trochę obgotują, będzie je można dodać razem z zakwasem na żur do wywaru warzywno-mięsnego. Po upływie godziny łyżką cedzakową wyciągam włoszczyznę i dodaję zakwas na żur, gotowane podgrzybki wraz z płynem, w którym się gotowały oraz cztery pokrojone w plasterki kiełbasy śląskie. Mogą być białe kiełbasy zamiast śląskiej, lub kiełbasa zwyczajna. Teraz przyprawy: garść majeranku, dwa liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, cztery rozgniecione ząbki czosnku. I znów gotuję pod przykryciem godzinę na wolnym ogniu. Do zupy można wkroić też kilka ziemniaków, ja podam dziś swój żur inaczej. Ziemniaki zapiekę w folii w piekarniku i podam je na osobnym talerzu polane skwarkami. Może nie jest to dietetyczne, ale naprawdę pyszne.

Pod koniec gotowania do dużego kubka wlewam szklankę śmietany, chochlę gorącego żurku, po to, by zahartować śmietanę. Inaczej zważy się dodana bezpośrednio do gorącej zupy. Mieszam płyny i dosypuję trzy, cztery czubate łyżki mąki. Rozcieram, aby nie było grudek i wlewam do zupy. Jeszcze kwadrans i zabielona zupa będzie gotowa. Kiedy zupa przestygnie trochę, dodaje sól i pieprz do smaku. Nigdy nie dodaję do gorącej potrawy soli, ponieważ wtedy nie można wyczuć poziomu zasolenia. Dopiero, gdy danie przestygnie, możemy wyczuć na ile faktycznie jest słone.



Podam żurek z gotowanym jajkiem, ziemniaczkami polanymi skwarkami i smacznego! Nie będę przeliczać kalorii. To święta ;)
Ten żurek to tylko jedna z wielu wariacji na temat tej polskiej zupy. Można go robić na wiele sposobów, to tylko jedna z moich propozycji.

piątek, 15 kwietnia 2011

Boczek rolowany peklowany

To wędlina bardzo lubiana przez mojego męża ;) No, ale muszę mu dawkować ...
Boczek bardzo prosto się przygotowuje a efekt murowany.
Trzeba zacząć od wybrania w sklepie specjalnego kawałka boczku do zrolowania. To taki duży i plaski plat mięsa. Piwinien mieć wysokość ( grubość nie wiekszą niż 1,5 cm, bo inaczej nie bedzie chciał się zrolować.

POTRZEBUJEMY:
- 1-1,5 boczku specjalnie wyciętego ( jak wyżej opisano)
- soli peklującej

po trzech dniach:
- czosnku w proszku i 3 ząbków świeżego
- oliwa z oliwek
- paryki slodkiej w proszku
- majernek otarty
- rękaw do pieczenia
- sznurek spożywczy lub dratwa krawiecka, lub po prostu mocna, gruba nić

Boczek myjemy, nacieramy solą peklującą, wkładamy do worka foliowego. ściśle owijamy i odstawiamy na gorną półkę w lodówce na trzy dni. Minium 24 godziny. Boczek będzie się peklował. W tym czasie zmieni kolor na sino- różowy. To naturalne w tym procesie. Mięso nie jest zepsute :).
Zapeklowany boczek wyciągamy i rozciagamy na desce.
Robimy bejcę, czyli formę marynaty z przypraw. Do miseczki wlewamy około pół szklanki oliwy z oliwek, wsypujemy trzy łyżki majeranku, dwie papryki, łyżeczkę pieprzu czarnego lub pół łyżeczki białego, łyżkę suszonego czosnku w proszku, i 2,3 rozgniecione ząbki czosnku. Mieszamy bejcę pedzlem i starannie "malujemy" boczek. Po obu stronach. Teraz rolujemy go w rulon, tak samo jakbysmy chcieli zrolować kartkę papieru. Czyli od dłuższej krawędzi ( boku) mięsa. Obwiązujemy sznurkiem, dość ściśle, żeby boczek nie rozpadł się w czasie pieczenia, kiedy zacznie zminiejszać swoją objetość.
Tak posmarowany boczek, jeżeli macie na to czas, może sobie postać z kilka godzin. A jeżeli czasu brak to od razu pakujemy boczek w rękaw do pieczenia, zamykamy rękaw i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni C. Pieczemy około półtorej godziny. Jeżeli zacznie szybko się rumienić, zmniejszamy tempareturę piekarnika do 160 stopni C.
SMACZNEGO

czwartek, 14 kwietnia 2011

Pasztet domowy wielkanocny. Pasztet Heleny...

Zbliża się Wielkanoc... I oczekiwanie na przepisy :). Wiem, wiem. A więc od dziś publikuje przepisy na świąteczny stół.
PASZTET
W mojej rodzinie owiany tradycją, przekazywany przepis z pokolenia na pokolenie, oczywiście każda z gospodyń modyfikowała go na własne potrzeby. Przedstawiam Wam mój sprawdzony przepis na pasztet tak smaczny, że w sklepie takiego nie usiwiadczycie. Pierwsze wspomnienia związane z jego smakiem i zapachem, to kuchnia mojej babci Heleny, zwanej w rodzinie pieszczotliwie "Lola". Lola więc zawsze na wszelkie rodzinne zjazdy robiła swój wspaniały pasztet. Ja wzrostu wtedy niewiele powyzej blatu stołu, stałam na palcach i zaglądałam w miski. Zawsze platałam się po kuchni od dnia, kiedy zrobiłam pierwsze kroki.
Smak pasztetu tkwi w jakości jego skladników. Głównym jest oczywiście mięso. Powinno być ekologiczne, bo to zasadniczo wpłynie na smak.

POTRZEBUJEMY:
- Mięsa z kaczki około 1,40 kg
- 1,20 tłustej łopatki wieprzowej lub surowego boczku
- 1 kg wołowiny pręga lub antrykot
- 40 dkg wątróbki z kaczki, gęsi lub indyka
- opcjonalnie 20 dkg tłuszczu z gęsi lub kaczki
- 2 średniej wielkości czerstwe bułki lub 15 dkg macy
- 7-8 jaj kurzych
- 2 średnie cebule
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa i majeranek do smaku

Bierzemy najwiekszy garnek jaki mamy w domu a jak nie mamy, to musimy pożyczyć od sąsiada :). Całe mięso dokładnie myjemy i dzielmy na mniejsze kawalki. Wrzucamy do gara i zalewamy wodą. Najlepiej źródlaną.
Dodajemy cebulę i gesi tłusz, jeżeli udało się go Wam kupić. Doprowadzamy do wrzenia, ściągamy szumy, zmniejszamy płomień i gorujemy na wolnym ogniu pod przykryciem 4 godziny. Co jakis czas mieszamy, żeby mięso nie przywarło do dna naczynia. Po ugotowaniu studzimy. W tym czasie oddzielamy żóltka jaj od białka. Białka ubijamy na sztywną pianę. Wyciagamy mięso i mielimy razem z cebulą oraz bułkami ( lub macą ). WYWARU Z MIĘSA NIE WYLEWAMY!!! BĘDZIE NAM POTRZEBNY.
Po zmieleniu składników przyprawiamy. Ja daję około trzy łyżki soli morskiej, 1-2 łyżki czarnego pieprzu, pół gałki muszkatołowej i prawie całe opakowanie majeranku. Po wymieszaniu, bardzo dokladnym sprawdzam, czy smak jest zrównoważony. Jeżeli nie doprawiam jeszcze delikatnie. Teraz dodaje pianę i delikatnie mieszam. Na koniec tajemnica mojego pasztetu. Dobry pasztet musi być wilgotny, ale zwarty. Po wymieszaniu wszystkiech składników dolewam chochlą wywar z mięsa. Trzeba to zrobić na oko. NIe za dużo, bo pasztet bedzie się rozpadał. Ręka musi się zanurzać w jego masie jak w maśle, ale konstystencja nadal ma być zwarta. Jeżeli zrobi się Wam po dodaniu wywaru zbyt płynny ( ja daję od 2- 3 chochli wywaru), dosypcie bułki tartej, aby odzyskać prawidłową konsystencją masy.
Bierzemy formy, takie jak do ciasta, albo prostakatne, albo okrągłe. Smarujemy smalcem gęsim lub wieprzowym. Wykladamy pasztet do formy do wysokości 2/3. Pasztet urośnie. Rozgrzewamy piekarnik ( gorna i dolna grzalka bez termoobiegu ) do temperatury 180 stopni C. Wkladamy pasztet do piekarnika na około 2 godziny. Jest gotowy, kiedy jego powierzchnia robi się złocista. Upieczony pasztet studzimy a kiedy jest letni wybijamy go na deskę do krojenia. CZekamy aż bedzie zimny. Okrywamy folią spożywczą i do lodówki. Gotowe! Pasztet wspaniale smakuje z konfiturą z żurawiny lub borówki leśnej, z sosem tatarskim albo po prostu solo na talerzu.
SMACZNEGO :)

poniedziałek, 28 marca 2011

Anna Maria Jopek-Ale jestem... Jestem :)




Tę piosenkę dedykuję wszystkim... Bo jest piękna i mówi w prosty sposób o tym co najważniejsze. Przebudznie życia, wiosna, zawsze jest dla mnie chwilą zadumy, tak jak jesień. To cykl.. Powtarzalny i niezachwiany, jeżeli Matka Przyroda na to pozwoli. Piosenka jest dla mnie również o tyle szczególne, że Ania podarowała ją kiedyś jako utwór do czołowki w programie, który spełniał marzenia chorych dzieci. Program zaginał... Ale powstała fundacja... NIc w życiu nie przechodzi bez echa. Tylko trzeba być, żyć i nie być głuchym na innych.
DLA WAS... POSŁUCHAJCIE SŁOW. WZNOSZĄ DO GÓRY JAK WIOSENNY WIATR :

niedziela, 13 marca 2011

Prawda i odwaga

Najtrudniejsza rzecz, z jaka przychodzi sie zmierzyć człowiekowi to pojęcie prawdy i umiejetnośc życia z nią. Gdyby każdy starał się "Byż prawdą i żyć prawdą" życie byłoby łatwiejsze. Ale ludzie łatwiej wybierają tchórzostwo niż odwagę...

środa, 9 marca 2011

Gniew Aniołow XV

System działa bez zarzutów. Identycznie jak ich system kredytowy. Dostają poczucie bogactwa i możliwości ciągłego nabywania.
Nie wiem, czemu to tak dobrze działa. Czemu oni się tak łatwo poddali feudalistom. Zadłużeni w bankach, zniewoleni pracą, której nie mogą stracić. Bo wtedy do akcji wkroczy bank i wykluczy ich ze społeczeństwa. O to jest właśnie ich walka. Nie zostać wykluczonym, utrzymać się w grupie, dotrzymać jej kroku. Tak biegną w społecznym maratonie, próbując dotrzymać kroku. Czasem silniejszy wyrywa do przodu, tratując wymijanego. Zmęczeni przychodzą tu do galerii i zaspokajają swój strach kupując.
Są też tacy, co nocą idą do lokali. Tam szukają… Szukają kogoś z kim przez godzinę, dwie, będą mogli dzielić swoją przypadkową intymność. To jeszcze nie napawa mnie obrzydzeniem, jak to, co robią kobiety w tych lokalach. Idą po nasienie. Wcześniej starannie się do tego przygotowują. Są szczupłe, eleganckie i bardzo piękne. Ich życie jest fitness. W pracy nieprzejednane i perfekcyjne. Ich samotność z dokładną precyzją została zagłuszona pod drogimi garsonkami. Wybierają odpowiedni czas i swoją ofiarę. Dawcą nasienia musi być mężczyzna z pozycją i wypchanym kontem bankowym. To da gwarancje wysokich alimentów. Kiedy już są gotowe uwodzą swą ofiarę pięknym ciałem i jego zapachem. Materiał genetyczny wraz z ubezpieczeniem na życie został pobrany. A co z dawcą? Ten czasem kończy po latach jako homoseksualista, znajdując ukojenie i zrozumienie w drugim mężczyźnie. To się nazywa feminizacja życia. Ha!
Gdzie jest Anna? Gdzie ona jest? Panuje tu taki tłok. Nie cierpię tego miejsca. O, widzę ją. Dużo już wiem o ich życiu. Naprawdę dużo.”
Anna oglądała małe kaftaniki, kolorowe śpioszki w misie, pieski, myszki. Wszystko było takie ładne, wielobarwne. Wzięła też do ręki pluszową pozytywkę. Pociągnęła za sznurek. Ze środka wydobył się przyjemny dźwięk. Lubiła pozytywki. Szczególnie jedną, aniołka, który stał na telewizorze w domu babci. Zawsze kiedy do niej przychodziła, nakręcała aniołka i patrzyła jak tańczy, z rozpostartymi skrzydłami. Delikatny dźwięk pozytywki z dzieciństwa.
Wzięła trochę maleńkich ubranek i pozytywkę. Krem i śpiworek do snu. Nie miała się kogo poradzić w kwestii zakupów. Swoja wiedzę czerpała z nudnych poradników dla kobiet w ciąży.


Anna podeszła do budki z lodami. Właściwie nie lubiła słodyczy. Miała tylko słabość do lodów o smaku truskawkowym. Fragola. Wzięła dwie różowe kulki. Usiadła na ławce w pasażu. Patrzyła na fontannę.
" Stałem przed nią. Widziałem jej oczy. Były ciemne. Ale ich tęczówki miały ciepłą, orzechową barwę. Ciekawe, czy ona mnie czuje, kiedy patrzę jej prosto w oczy? Czy czuje cokolwiek?
Teraz wygląda jak mała dziewczynka, która zgubiła się w tłumie. A mama jej nie odnajdzie. NIe chcę o tym myśleć. To jest jednak nieuchronne. Wolałbym nie posiadać tej wiedzy. Chciałbym teraz nie wiedzieć, co wydarzy się za chwilę. Ale wiem. I jest mi z tym bardzo trudno. Chciałbym nie widzieć też twarzy Anny i nie czuć tego, czego się tutaj nauczyłem odczuwać. To trudne. Chyba odczuwam ból. Ich ból. Przepełnia mnie. Co mogę zrobić, by los znów jej nie doświadczył? To niesprawiedliwe, że po raz kolejny wymierzy jej cios. Ona na to nie zasługuje.
To boli."
Anna na małej kartce napisała " Sara- Córka. Anna - Matka." Przyglądała się literom, jakby sama nie wierzyła, że tam są. Było jej przykro, że Sara przyjdzie na świat z bagażem braku ojca. Zastanawiała się, jak jej to wytłumaczyć. Kiedyś będzie musiała.
Udała się w kierunku wyjścia.
"Chciałem zastąpić jej drogę! Złapać w ramiona. Zatrzymać ich ziemski czas. Znowu będę musiał na to patrzeć. Muszę za nią iść. Muszę".
Na przystanku stała grupka ludzi. Autobus linii 77 podjechał po kilku minutach. Anna wsiadła do niego. Drzwi zatrzasnęły się z łoskotem. W środku panował tłok. Ledwo przecisnęła się do kasownika. Starszy pan ustąpił jej miejsca. Nie chciała, ale pan postawił na swoim. Był tak staromodnie elegancki. W beżowym, prochowym płaszczu i kapeluszu na głowie. Pod szyją miał starannie przewiązaną apaszkę. Stał wyprostowany z laską w dłoni. Gdzieś z tyłu dobiegał płacz dziecka. Zapachniało żółtym serem i zielonym ogórkiem. Chyba ktoś jadł pośpiesznie kanapkę.
"Szedłem pośród ścisku ludzkich ciał. Widziałem ich twarze. Wiele ludzkich twarzy. Podszedłem do Anny. Siedziała przy oknie. Patrzyła przez nie na miasto. W ręce trzymała karteczkę: Sara-Córka. Anna- Matka. Chciałbym móc ją teraz mocno trzymać w ramionach. Jak Daniel wtedy. Tam na lotnisku Abrahama. Jak Daniel ...
Za chwilę wszystko się zacznie. ...".
Autobus zatrzymał się na przystanku... Włosy Anny musnął delikatny powiew.
"Jeszcze tylko 10 sekund...
...9..
...8
...7
...6
...5
...4
...3
...2
...1 "

Na zero mężczyzna stojący po środku autobusu nagle krzyknął:
- Tu przed Gmachem Waszego Narodu, w imię Boga Najwyższego przeleje się krew Wasza! Przyjmij mnie Panie do siebie!!!
Rozdzierający, dziki krzyk zamachowca uderzył w szyby ostatnimi dźwiękami. Oczy wszystkich patrzyły na niego.
"Stałem przy tym mężczyźnie.
Węże ognia eksplodowały językami. Świstem, chaosem.
Moja jaźń wirowała wraz z płomieniem. Ogarniałem ich ciała. Zjadałem, trawiłem. Miażdżyłem odłamkami. Przecinałem skórę, wbijałem w oczy.
Ekstatyczny ból zatracił mnie w ogniu.
...
Opadłem zmęczony na chodnik.
...
Tuż obok leżała Anna. Z kącika ust i uszu sączyła się krew. Jej dłoń delikatnie, prawie niezauważenie rozchyliła palce. Wiatr wyjął z niej karteczkę: :"Sara-Córka. Anna-Matka". Chwyciłem nadpalony skrawek papieru i włożyłem do kieszeni jej płaszcza. Wtedy zobaczyłem, że z pomiędzy jej nóg wypływa krew. Siedziałem bezradnie w tej kałuży. Była ciepła i lepka. Taki kleisty, czerwony płyn."
Dookoła biegali ludzie, wzywali pomocy. Inni przechodnie z przerażeniem patrzyli na ciała. Ktoś siedział na ziemi i płakał. Karetki nadjeżdżały jedna po drugiej. Potem policja. Służby specjalne, Straż gasiła dopalający się wrak autobusu. Bomba spowodowała również ofiary w Gmachu Narodów. Na razie nie wiadomo było, czy ktoś z rządu ucierpiał. Przy krawężniku leżała laska starszego pana. I dziecko, które chwilę wcześniej płakało. I kawałek ogórka z pośpiesznie jedzonej kanapki. W imię Boga. Amen.

piątek, 25 lutego 2011

Mule gotowane

Ale mnie wzięło.. Chrapka na takie świeżutkie mule, prosto z morza. Zamykam oczy.Hmmm.... Jest ciepło, leżę w bikini, słońce opala moje ciało. Piję aperitif, campari z sokiem z dojrzałych pomarańczy. Mrrr.... Szum fal... Podchodzi kelner i przynosi mi półmisek małż... i lampkę bialego, schłodzonego wina. Jest tak ciepło, że ścianki kieliszka odymia para.
Pragnienie...



POTRZEBUJEMY:
- 1 kg świeżych muli ( jak nie prosto z morza, to mogą być prosto z kuchennego zlewozmywaka :))
- wody, tyle, by mule były zanurzone
- 4 duże cebule
- 2,3 liście laurowe
- 6 ziaren ziela angielskiego

Cebulę kroimy w półksiężyce, wodę zagotowujemy, solimy i wrzucamy cebulę i zioła. Gotujemy 30 minut, no może 40, cebula musi być już miękka, dodajemy małże, gotujemy znowu 15 minut. Gotowe!

Otwieram oczy... Hmmm... No szlag, nie jest to jednak plaża i Lazurowe Wybrzeże. To moja kuchnia... Ale małże są naprawdę :) Ten prosty przepis skomponowałam sama kilka lat temu. Jest prosty a małże...? Hmmm, sami spróbujcie. Polecam do nich białe wino Chablis, produkcji francuskiej.
No gdzie ten kelner, co miał mi masować stopy na plaży? ;) Ech... w kuchni go nie ma.
POZDRAWIAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :)))

zdjęcie pochodzi ze strony: przestrzen.com.pl

poniedziałek, 21 lutego 2011

Sos beszamel. Sos beszamelowy - absolutnie magiczny :)

Historia sosu jest do końca niewyjaśniona. Przypisuje się jego kompozycję markizowi Louis de Béchameil - urzędnik na dworze Ludwika XIV. Inne żródła podają, że sos był obiektem uwielbienia Ludwika XV. Jeszcze inne, że sos nie został stworzony przez samego Bechameil`a a jego kucharza nadwornego. Jak było... Któż to wie, ale czy to ważne po ponad 350 latach, skoro sam sos jest nie tylko historią, ale i nadal dziełem teraźniejszości? Opanowanie umiejętności jego stworzenia da Wam na zawsze wolność od sosów z torebek. Jego podstawowa forma jest bazą każdego sosu. Oryginalna z jajami to wspaniała kołderka dla zapiekanych warzyw, makaronów oraz przystawek podawanych na zimno. To król, prawdziwy król stołu obecnie nie tylko francuskiego, ale i włoskiego a tak naprawdę światowego. Jak nasz kochany, polski barszcz :)

Potrzebujemy:
- 1/3 kostki masła
- 2 czubate łyżki mąki pszennej
- 300 ml zimnego mleka
- dwa żóltka
- świeżo mielona sól i pieprz
- szczypta gałki muszkatołowej

Na patelni rozgrzewamy masło. Kiedy się roztopi dodajemy mąkę. Mieszamy cały czas. Maką powinna sie zrumienić. Wtedy dodajemy zimne mleko. Stopniowo. Dolewamy, mieszamy aż sos zgestnieje i znów dolewamy. Sos powinien mieć konsystencje gestej smietany. Jeżeli jest za gesty trzeba dodac jeszzce mleka. Gotujemy okolo 2 mintu ciagle mieszając. Mieszanie to pewność, że sos nie bedzie miał grudek i stanie sie aksamitny. Sciągamy z ognia, wbijamy 2 żółtka, mieszamy do uzyskania jednolitośości. Przprawiamy świeżo mielonym pieprzem, solą i świeżo tartą gałką muszkatołową.
TEN SOS TO DODATEK DO WARZYW:
wystarczy mieszanke warzywną z brokułam na przykład, lub szpinak ( tu dodac troche czosnku jeszcze) wsypac do żaroodpornego naczynia, polać oliwą, sosem i wstawić na 15-20 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C.
Do zimnych przystawek:
świetne do szparagów i szynek . Polewamy sosem i antre gotowe!

BAZA SOS BESZAMEL:
Wszystko tak samo jak na górze, ale nie używamy żółtek a mleko łaczymy pół na pół z wywarem mięsnym ( zimnym!). Tworząc taka bazę mamy wyjście do sosu grzybowego ( wystarczy na maśle zrumienić pieczarki lub dzikie grzyby i dodać do sosu bazy), koperkowego ( tak samo), pomidorowego, estragonowego... No wiecie... teraz puście wodze fanatzji. Naprawdę możecie zrobić każdy sos...A te gotowe ze sklepu... Hmmm... Do kosza? Po co Wam chemia w waszej kuchni ;)

środa, 16 lutego 2011

Sałatka z łososia

Z gotowaniem coraz trudniej, bo i z czasem niełatwo nadal. Ostatnio z potrzeby zjedzenia czegoś smacznego zrobiłam szybką sałatkę na kolację. Inspirowałam się kuchnią włoską.

Potrzebujemy

- łososia wędzonego lub carpaccio z polędwicy z tuńczyka
- sałata roszponka ( może być rucola, lub inne liście sałaty)
- cebula szalotka lub zwykła polska
- pomidory koktailowe lub truskawkowe
- świeżo tarty ser parmigiano lub grana padano
- karmelizowany ocet balsamiczny
- oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
- świeżo mielony pieprz - mieszanka 5 pieprzów
- świeżo mielona sól morska lub himalajska, różowa

Rozkładamy cieniutko pokrojona rybę na półmisku, posypujemy roszponką, cienko pokrojoną cebulką, pomidorami krojonymi w połowki. Skrapiamy odparowanym na patelni octem balsamicznym ( tak powstaje krem balsamiczny )oraz oliwą. Przyprawiamy solą i pieprzem zmielonymi w młynku. Pycha :) Smacznego!

niedziela, 30 stycznia 2011

Kurczak pieczony i kapusta zasmażana.

Nic specjalnego dziś nie wymysliłam, ale bylo smaczne i dość szybkie w przygotowaniu. Wystarczyl jeden sporej wielkości kurczak ekologiczny i moja kapusta kiszona z beczki.

POTRZEBUJEMY - na 4 osoby

KURCZAK
jednego kurczaka około 1,5 kg
- dwie ceuble szalotki, lub jedna, duża polska
- 3, 4 ząbki czosnku
- 40 dkg drobnych ziemniaków

MARYNATA DO KURCZAKA
- 3 łyzki suszonego majeranku
- 2 łyzki czerwonej, słodkiej papryki
- 3 łyżeczki pieprzu ziołowego
- 6 łyżek dobrej oliwy
- 3 łyżki ciemnego sosou sojowego

Wieczorem nacieramy kurczaka solą morską, wkładamy do worka foliowego i szczelnie owijamy. Wkladamy na noc do lodówki. Rano sporządzamy marynatę ze składników wymionych powyżej. Najpiew łączymy płynne składniki, potem dodajemy przyprawy i mieszamy pędzlem. Wykładamy kurczaka na blachę i dokładnie, raz, koło razu wsmarowujemy w niego pędzlem marynatę. Znowu wstawiamy kurczaka do lodówki na 2, 3 godziny.
Do jego "brzucha" wrzucamy połowę czosnku i połowę pokrojonej w ćwiartki cebuli oraz ziemniaki. Mieszamy. Resztę ziemniaków, cebuli i czosnku wykładamy na zewnatrz, obkładając "kuraka". Rozgrzewamy piekarnik do 160 stopni i pieczemy około 2 godziny. Po godzinie musimy go jednak obrócić na drugą stronę, aby równo sie zrumienił.

KAPUSTA ZASMAŻANA
- 40 dkg kapusty kiszonej
- łyżka kimnku polskiego
- smalec z gęsi
- jedna średnia cebula
- sól i pierz do smaku
- czubata łyżka mąki



Kapustę przelewamy wrzątkiem, czyli przepłukujemy :). Rozstapiamy w rondlu dwie, trzy łyżki gęsiego tłuszczu, wrzucamy kimnek, krótko prażymy i dodajemy kapustę. Zalewamy wrząca wodą, do objętości kapusty. Przkrywamy garnek, zmniejszamy ogień. Gotujemy około 2 godziny, często mieszając. Po 1,5 godzinie na patelni rozgrzewamy łyżke tłuszczu i wrzucamy posiekana w kostkę cebulę. Szklimy i dodajemy czubatą łyżkę mąki. Podsmażamy intesywnie mieszając i dodajemy zasmażkę do rondla z kapustą. Mieszamy wszystko. Jeżeli kapusta jest za gęsta dolewamy troche wrzątku. Znowu przykrywamy i gorujemy jeszcze 30 minut na wolnym ogniu, często mieszając. Na koniec przyprawiamy solą i pieprzem

SMACZNEGO

czwartek, 27 stycznia 2011

Prezent od Jazz

Dziękuję Wam wszystkim: Nivejce, Madze, Jazz... Za prezenty. Wszystkie są piękne, wszystkie mnie poruszają i dają dużo dobrej energii. dzięki temu mam sile, by jeszcze w tym wszystki w realu pomagac innym ludziom, którzy tego teraz potrzebują. DZIEKUJĘ WAM :))) LUDZIE SĄ CUDOWNI.. TRZEBA TYLKO WIERZYĆ... :) I POZWOLIĆ IM, TAKI BYĆ!

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Miłość w kuchni...na stole ;) Cielęcina i po włosku i po węgiersku.

...dziś na stole w mojej kuchni...Cielęcina.

Jean-Paul Sartre
"Kto wierzy w dobroć człowieka, ten stwarza dobroć w człowieku."

Długo mnie nie było. Praca, dom, praca,dom i tak 24 h ale jak wyżej wierzę...nie tylko w dobroć ale i w Was, że cały czas jesteście ze mną. Już wkrótce częściej będę publikować :) to od czego my tu zaczęliśmy...ach cielęcina!



POTRZEBUJEMY:

- 1kg łopatki cielęcej
- zimą: 2 puszki pomidorów
- lub 1,5l dobrego włoskiego przecieru pomidorowego
- 3 duże zęby czosnku
- 1 średnia cebula
- 2 białe części pora
- 1 plaska łyżka kminu rzymskiego
- 1 plaska łyżka pieprzu cayenne
- 2 chochle wywaru wołowego
- 2 łyżki mąka pszennej
- 4 łyżki oliwy z oliwek pierwszej jakości

Najpierw rozcieramy w moździerzu kmin i pieprz cayenne.
W rondlu rozgrzewamy oliwę. Dodajemy pokrojony w kostkę czosnek i cebulę oraz białą część pora posiekanego w półksiężyce. Dodajemy zmiażdżone przyprawy. Podsmażamy. Jeżeli używamy pomidorów dodajemy je teraz. Mięso kroimy na takie kawałki, jak na gulasz.Mieszamy w misce razem z mąką. Dodajemy do zeszklonych warzyw. Rumienimy chwilę i wlewamy wywar wołowy oraz przecier pomidorowy. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień, przykrywamy garnek pokrywką i gotujemy na wolnym ogniu około 1,5 godziny.
Na koniec przyprawiamy do smaku świeżo zmieloną solą i pieprzem.
Podajemy z pure, lub tortilla oraz sałatką z duszonego na maśle szpinaku z czosnkiem. Sałatka według uznania :) Najlepiej smakuje...Wiecie z kim :)
SMACZNEGO!

piątek, 14 stycznia 2011

Sorry

Przepraszam, że nic nie piszę, ale strsznie duzo pracy się na mnie zwaliło. Za chwilę to opanuję i będę pisac i czytac Was. Na razie jest ciężko.

piątek, 7 stycznia 2011

GNIEW ANIOŁO XV- wszystkie części w archiwum grudnia 2010

Nie wytrzymałam. Nie można przecież kończyć roku negatywnie, czyli cos przerwać. Więc ten kawałek na nowy rok :)

Ciąg dalszy Gniewu...

„Nad ranem Anna zasnęła. Siedziałem w fotelu na wprost jej łóżka. Czułem, że ze mną też zaczyna coś się dziać. W miarę upływu myśli, nabierałem odczuć. Wszystkie doznania wyzwalała ona.

Poszedłem na pustynię. Chciałem go bliżej poznać. W pewnym sensie jego ucieczka była niezwykła. Bardziej odbierałem to jako akt odwagi. Wielki pan tamtego świata odchodzi. Bo gardzi nim? Mógł nimi rządzić gdyby tylko chciał. Miał władzę i pieniądze. Przecież dla nich to jest cel sam w sobie. Zaślepia ich myśli, dzika pogoń mamony. Kiedyś szedłem za pewną kobietą w supermarkecie. Miała wielki kosz na kółkach i wielkie łaknienie. Co chwilę podchodziła do uginających się pod towarem półek i wrzucała. Wrzucała coraz więcej i więcej. Makarony, ryż, kilogramy mięsa, czekoladki, lukrecje, pięć litrów mleka, sześć kostek masła, salami, kabanosy, łosoś, śledzie w słoiku, makrela wędzona, sałata, kapusta, pomidory, ogórki, banany, mandarynki, orzechy włoskie i migdały.. No żesz… kur… jego mać! Na co jej tyle żarcia do cholery?! Wróci do domu, wepchnie to do lodówki a jej stary otworzy jej drzwiczki i zapyta, czy jest coś do jedzenia. Po 7 dniach wyjmie kosz na śmieci, otworzy lodówkę i zacznie czytać terminy ważności na etykiecie. Bo coś zajebiście śmierdzi w tej lodówce. I będzie wywalać. Kolejno. Cielaka, świnię, pomidory uprzednio zmodyfikowane genetycznie… Tak Dawid. Czym dłużej się zastanawiam nad tym wszystkim, tym bliżej mi do przyznania Ci racji. Wypozycjonowany świat bilbordów. Wielkiego żarcia. Szybkiego pieprzenia. Świat konstytucyjnej wolności i prawa do jej łamania. Ciekawe co zrobią, kiedy zabraknie im ropy naftowej? Co wtedy będzie leżało na sklepowych półkach? Wspomnienie kolosów? Masowych producentów? Czy może ich cwaność zastąpi szybko czarną ciecz np. rzepakiem. Wtedy posiadacze ziemscy staną się panami. Wojny przestaną być religijne a znowu będą się zabijać o terytoria i panowanie nad nimi. Może. Z całą pewnością ich świat bez ropy będzie inny. Krew Ziemi się przeleje za nich. Tylko, czy oni w ogóle to zrozumieją?
Dawid siedział dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio. Obok leżał Ariel. Obaj mieli zamknięte oczy. Czułem jednak, że Dawid nie śpi. Czuwał nad pustynią. Jakby miało jej coś zagrażać.”
(…)

- Kim jesteś?! – zapytał Dawid.
„ On wie, że tutaj jestem! To niemożliwe!
Niemożliwe.
Niemożliwe.
To się nie zdarzyło od poczęcia człowieka. Co mam robić?! Udawać?!”
- Kim jesteś? Odpowiedz, albo odejdź!
„ Jestem kim jestem. Nie wiem, jak czujesz moją obecność”
- Pustynia mi mówi, że przyszedłeś. Ale też nie wie coś ty za jeden. Czego chcesz?
„ Chciałem poznać twoje uczucia człowieku. Byłeś panem świata, którego porzuciłeś. Ludzie tak nie postępują.”
- Może ja już nie jestem człowiekiem. Jestem pustynią. Jej głosem i myślami.
„ Człowiek nie może być pustynią, gdybyś nią był, twoje myśli by ustały i zamieniły się w piach. Przyszedłem tu, bo jestem ciekaw czy jesteś tchórzem, czy bohaterem.”
- Jakie ma to znaczenie. Jestem tutaj i już. Będę na zawsze. Pewnego dnia moje kości obrócą się w pył i zjednoczą z gorącym piaskiem. Wtedy stanę się prawdziwą pustynią. Będę jej wiatrem, krzykiem sępa, cieniem wschodniej grani.
„ A jeśli cię nie będzie Dawidzie? Skąd wiesz, że będziesz istniał po śmierci?”
- Pustynia dała mi słowo. Kim ty jesteś?
„ Jestem. Po prostu jestem. Do widzenia Dawidzie. Obyś się nie pomylił.”
- Zaczekaj.
Tuman piachu uniósł się do góry i chwilę wirował tworząc małą trąbę. Nagle ziarna bezwładnie upadły. Pustynia go rozpoznała.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Sytuacja opanowana :)

Uff. Nie wiem jak. Ale odzyskałam stronę :) Hurrra. NIe wiem jak ją straciłam i nie wiem jak ją odzyskałam. Kliknęłam dwa razy i wróciła.
Maga juz wszystko dobrze.
Posłuchajcie, dostałam piekny prezent od Magi, projekt strony i nie umiem go zastosować. Bom głupia. Może uda mi się chociaz w postaci zdjęcia jakos wyświetlić.


Udalo się chociaz to. Taki prezent zrobiła mi dzisiaj Maga. Sama, by sprawic mi przyjemnośc. Ja jej za to przykrość, bo chcąc to wkleic do szblonu rozwaliłam bloga. Maga dziekuję Ci bardzo i przepraszam, że się zestresowałaś. Już wszystko jest ok. :))))

Spokojnie to tylko awaria!

Bardzo wszystkich przepraszam, ale strona wyglada jak wygląda, bo nastąpiła awaria glupoty autorki, która kliknęła nie tam gdzie trzeba i wcięło prawie całego bloga. Dobrze, że nie całego. Potrzebuje czasu na odbudowę bloga.
Za niedogodności jeszcze raz przepraszam.
Buźka

niedziela, 2 stycznia 2011