
„ Jej stopy delikatnie zanurzały się w puchatym dywanie. Były takie małe, jak stopy dziecka. Zwieńczone delikatnymi palcami, których paznokcie pomalowano na czerwono. Ładne… Stopy przeszły przez pokój dzienny, potem hall, aż zatrzymały się w kuchni. Podążyłem za nimi. Ładne… Poczułem jakąś woń. Przyjemnie pachnie… Co to jest? Zbliżyłem się do jej łydek, żeby wniknąć w zapach. Był delikatny… Słodki… Intrygujący. Przesunąłem się w górę, do uda… Pachnie… Nigdy nie czułem jeszcze takiej ładnej woni. To jest, jak… To jest jak? Nie, nie wiem do czego to przyrównać. To nie jest zapach człowieka. Ten bym pamiętał.”
Anna dopijała kawę z porcelanowej filiżanki. Odstawiła ją delikatnie na blat i wróciła do sypialni. Otworzyła szafę i zaczęła czegoś szukać. Po chwili wyjęła skromną, błękitną sukienkę. Tkaninę obsiewały niezapominajki. Położyła sukienkę na łóżku. Wyjęła z szuflady bieliznę. Rozwiązała pasek szlafroka. Płaszcz kąpielowy delikatnie zsunął się z jej ciała.
„Patrzyłem na nią. To śmieszne, nigdy dotąd nie widziałem kobiety w taki sposób. Ona była naga. Zupełnie. Zacząłem patrzeć od stóp… Te już dobrze znałem. Dalej były łydki, smukłe, długie… Przechodziły kolanem w krągłe uda… Potem łuk bioder, wypełnionych łonem. Brzemienne łono w niezdarny sposób wypychało do góry pępek. Za krągłym brzuchem zaczynały się piersi. Jędrne, pełne… Jakby już wypełnione mlekiem. Ciemne, falujące włosy zwisały do bioder. Częściowo okrywając jej nagość. Jej opaleniznę. Śmieszni Ci ludzie. Musi im być zimno bez futra. Ale ona jest ładna… Podoba mi się to, co widzę. To naprawdę zaskakujące.”
Anna włożyła sukienkę. Pantofle stały w korytarzu. Wsunęła w nie bose stopy. Wzięła szal i torebkę. Przed drzwiami przeczesała włosy i spięła je w koński ogon. Wyszła.
„ Poszedłem za nią. Niebieska sukienka poruszała się płynnie wraz z jej ciałem. Chciałem być przy niej. Chciałem być przy niej… być blisko. Poczuć ją inaczej. Ale nie mogłem. Nie umiałem.”
Anna przeszła na drugą stronę ulicy. Szła w kierunku Parku Południowego. Potem minęła Gmach Narodów, by dostać się wreszcie do drzew. Huk miasta został z tyłu. Tu było spokojniej. Spacerowała wolno alejką. Dotarła do brzegu rzeki. Tam usiadła na trawie. Patrzyła w nurt. Płynął leniwie, brunatny szum wody. Co jakiś czas w załamaniu fali tworzył się nieduży wir. Nieopodal przepływał łabędź. Śnieżnobiałe skrzydła zamarły w bezruchu dłoni baletnicy. Linia szyi gięła się w znak zapytania. Oczy ptaka patrzyły w dal. Nieruchome, piękne ciało zwierzęcia wolno przesuwało się z nurtem rzeki.
JESZCZE,JESZCZE.....PISZ,PROSZE:)
OdpowiedzUsuńA skąd pochodzi tekst w cudzysłowu? Hm...
OdpowiedzUsuńMaga, robię co mogę. Pytanie, czy na końcu Was nie zawiodę? No cóż, czas pokaże.
OdpowiedzUsuńMargo, to "tajemniczy narrator". Na razie nie chciałabym więcej zdradzać, bo spalę ostatnią scenę- rozdział ;)
OdpowiedzUsuńJak cie czytam, to uświadamiam sobie jak wiele jeszcze muszę się nauczyć...
OdpowiedzUsuńNIvejko, ja zaczynam sie troche bać. Gdzies lecę, ale to Wy jesteście inspiracją. W każdej chwili moge runąć jak Ikar ;) To ja uczę się tutaj. NIe wiedziałam, że tyle inspiracji mozna otrzymać z "emotek". Tak napisałaś w felietonie :)
OdpowiedzUsuńhmmmmm nie będę się powtarzać, powiem tylko, że czytam i czekam.. chociaż wiem, że nie ma co przyspieszać.. czasem pisze się 10 rozdziałów w tydzień, a czasem jeden w 6miesięcy..:*
OdpowiedzUsuńJazz..Tak właśnie jest. Chociaż gdyby to było moje jedyne zajęcie, pewnie pisałabym szbyciej. Ale poza Gniewem Aniołów są dzieci, praca, szereg codziennych obowiązków :) Już jutro bedzie dalej. Dziś zabrakło czasu... Przepraszam.
OdpowiedzUsuńale za co Ty przepraszasz? to nie fabryka, tutaj nie robi się na akord.. a im dłużej się czeka, tym lepiej smakuje;-) bo człowiek wtedy taki wygłodzony;-)
OdpowiedzUsuńNo proszę, było tak mroczno i strasznie, a teraz nagły przeskok do obrazu brzemiennej Wenus wyłaniającej się piany pościeli. :-)
OdpowiedzUsuńDar narracji Ci służy. Umiesz przytrzymać uwagę czytelnika. Bez względu na czyjeś opinie, nie obawiaj się i pisz dalej. Z jakiegoś nieznanego mi powodu ten tekst jest chyba dla Ciebie bardzo ważny, być może nawiązuje do jakichś faktów z przeszłości. Być może czujesz, że powinnaś "wyrównać jakieś rachunki". No to wyrównuj i się nie martw.
pzdr.
Oj nie robi Jazz. W sumie szkoda:)
OdpowiedzUsuńRomeus, ja nie opiniami się martwię, tylko tym, ze pewnego dnia siodę i znowu zobaczę tylko litery na klawiaturze i białą czeluść pustego dokumentu.
OdpowiedzUsuńNIe wyrównuje żadnych rachunków. To jest dla mnie ważne, bo wiele lat temu w kilka sekund przewineła mi się w głowie cała fabuła, cała opowieść. A jednak, pomimo upływu lat, litery nie chciały się złożyć w zdania.
Fakty z przeszlości... Nie. To uniwesalne fakty. Mogą być, dotyczyć każdego miejsca na świecie. Inna sprawa, że mieszamy na ziemi, na której II wojna pozostawiła piętno.
Pozdrawiam :)))
hm... no to się nie znam, nie rozumiem w takim razie działania cytatów :) poczekam.
OdpowiedzUsuńMargo, ja posłużyłam się taką formą, w zupełnej dowolności. Przez cudzysłów, równie dobrze może być zniesiony i wprowadzona zostanie kursywa. Ale ja na razie cytuje narratora. Nie wiem czemu. Po prostu :))
OdpowiedzUsuń