POTRZEBUJEMY:
2 litrów bulionu z wolowiny
40, 50 dkg wolowiny ( pieczen, ligawa, rozbratel)
1, 2 siekane bez pestek papryczki chili
7 grzybów chińskich
60 g makaronu sojowego
6 lyżek octu ryżowego lub jablkowego
6 lyżek ciemnego sosu sojowego 3-4 cm korzenia imbiru
2 zabki czosnku mały serek tofu 4 lyzki oleju sezamowego
5,6 lyzeczek cukru brązowego 3 jajka lekko ubite w trzech lyzkach wody pasta kukurydziana: 2 lyzki mąki kukurydzanej rozmącone w 2 lyzkach wody- do zagęszzcenia
siekana dymka, czyli szczypior i kto ma swieża kolendra do posypania
Mięso przygowoujemy wczesniej, siekamy w niewielkie paseczki, wrzucamy do miski i sporządzamy marynatę z polowy plynnych skladnikow, tylko octu dajemy 2 z 6 lyzeczek. Dodajemy starty na tarce imbir, chili. Zagniatamy mięso ręką w marynacie i odstawiamy na 30 minut. Wyciągamy woka lub duży rondel. Rozgrzewamy w nim niewielką ilosc oleju rzepakowego lub slonecznikowego, najlepiej tloczonego na zimno. Wrzucamy mięso i szybko rumienimy ciągle mieszając. Dodajemy bulion ( najlepiej nie z kostki, tylko domowy wywar niesolony z wolowiny, lub drobiu, to ma nibagatelny wplywa na smak zupy). Bulion gotuje się z drobiu 1,5 godziny w samej wodzie, zdejmując szumy a z wolowiny 2 godziny. Można go zrobic na prędze wolowej. Wlewamy więc bulion, dodajemy grzyby wczesniej namoczone i posiekane w paseczki, wszystkie plynne skladniki a więc:ocet, sos sojowy poza olejem z sezamu. Dodajemy cukier. Gotujemy okolo godziny na wolnym ogniu. 5 minut przed końcem gotowania zupy sporzadzamy paste z mąki kukurydzianej i zageszczamy nią zupę.Dodajemy pociety w kostke serek tofu. Na koniec wlewamy cienkim strumieniem rozkmącone w oleju sezamowym jajka, tak, aby utworzyly sie z nich cienkie kluseczki. Solimy i pieprzymy do smaku. Zupa ma mieć delikatny, ale ostry posmak. Nalewamy do miseczek zupę, wkladamy trochę makaronu, dodajemy kilka kropel oleju sezamowego na porcję zupy.Posypujemy dymką i kolendrą ( jesli macie swieżą w domu). To bardzo szlachetna w samku zupa, danie gęste i sycące. Rozgrzewa serca i energetyzuje umysl. Naprawdę warto ją zrobić, nie pożalujecie :))) Dużo ciepla życzę kochani.
Piękna maska :) Zupa pewnie przepyszna :P
OdpowiedzUsuńInteresujący przepis, ale... Są rzeczy, które bardzo lubię, ale nie robię w domu. Tak jest z chińszczyzną. Najbardziej smakuje mi ta z budek na placu Konstytucji;)
OdpowiedzUsuńmoje ciało przylega do kominka, niekoniecznie w teamie z zupą, ale kto wie , kto wie;-)
OdpowiedzUsuńMmmnniiaam:)
OdpowiedzUsuńA jutro cala Ameryka bedzie jesc indyka;))
Piekna maska,jestes w niej taka tajemnicza.
Margo dziękuję. NIe mogłam opuścić Wenecji bez maski.:)
OdpowiedzUsuńNIvejko a gdzie ten plac Konstytucji? Może i ja sie kiedyś zalapię :)
OdpowiedzUsuńJazz śnieg sypie u nas nieźle. Wyczulam go, bo pachnialo nim wczoraj powietrze. Grzej się przy kominku i może przy zupie.
OdpowiedzUsuńSmacznego indyka więc. No tak jutro Swięto dziękczynienia! Milego ucztowania :)
OdpowiedzUsuńa u mnie nie sypie... ale wychodzi na to, ze jednak zamierza;-) no cóż.. będzie trzeba czapę kupić;-) ugotować zupę i rozgrzewać....;-) się;-)
OdpowiedzUsuńMaga, o indyku było oczywiście do Ciebie ;)
OdpowiedzUsuńJazz,ciepłych dni więc życzę. Snieg zaprzestał chwilowo opadu:) No cóż, w końcu to listopad.
OdpowiedzUsuńi się spełniło;-) dzięki;-) bo ja dzisiaj mam cudne słońce;-)
OdpowiedzUsuńNie dziwię się! Mam dwie :) a i tak miałam problemy z wyborem, ech!
OdpowiedzUsuńJa też Margo, gdybym miala wtedy setki euro do wydania, chyba wytapetowałam bym nimi całą ścianę :)
OdpowiedzUsuń