Butterfly i prośba do czytelników

To kulinarna podróż przez smaki świata, w poszukiwaniu smaku doskonałego. Każdego dnia będę coś gotować dla siebie i dla Was. Może wspólnie odnajdziemy harmonię zmysłów. Zupy,sery,mięsa,wędliny,owoce,morza,sałatki,chleb,makarony,pizza,desery. Mniam! Afrodyta powstała z morskiej piany... Butterfly z mojej wanny pełnej jabłek. Leć, leć motylku do ludzi. Przynieś im radość i uśmiech. Wrzuć im do garnka garstkę szczęścia i natkę spokoju. Leć, leć mój malutki.
Wszelkie prawa autorskie są zastrzeżone dla autora bloga. Opublikowane fragmenty powieści pod roboczym tytułem "Gniew Aniołow" są również własnością autora bloga i zostały przez niego napisane, według dat publikacji. Za uszanowanie zasad tej strony dziekuję :)

autor: Izabela Sikorska

niedziela, 13 marca 2011

Prawda i odwaga

Najtrudniejsza rzecz, z jaka przychodzi sie zmierzyć człowiekowi to pojęcie prawdy i umiejetnośc życia z nią. Gdyby każdy starał się "Byż prawdą i żyć prawdą" życie byłoby łatwiejsze. Ale ludzie łatwiej wybierają tchórzostwo niż odwagę...

środa, 9 marca 2011

Gniew Aniołow XV

System działa bez zarzutów. Identycznie jak ich system kredytowy. Dostają poczucie bogactwa i możliwości ciągłego nabywania.
Nie wiem, czemu to tak dobrze działa. Czemu oni się tak łatwo poddali feudalistom. Zadłużeni w bankach, zniewoleni pracą, której nie mogą stracić. Bo wtedy do akcji wkroczy bank i wykluczy ich ze społeczeństwa. O to jest właśnie ich walka. Nie zostać wykluczonym, utrzymać się w grupie, dotrzymać jej kroku. Tak biegną w społecznym maratonie, próbując dotrzymać kroku. Czasem silniejszy wyrywa do przodu, tratując wymijanego. Zmęczeni przychodzą tu do galerii i zaspokajają swój strach kupując.
Są też tacy, co nocą idą do lokali. Tam szukają… Szukają kogoś z kim przez godzinę, dwie, będą mogli dzielić swoją przypadkową intymność. To jeszcze nie napawa mnie obrzydzeniem, jak to, co robią kobiety w tych lokalach. Idą po nasienie. Wcześniej starannie się do tego przygotowują. Są szczupłe, eleganckie i bardzo piękne. Ich życie jest fitness. W pracy nieprzejednane i perfekcyjne. Ich samotność z dokładną precyzją została zagłuszona pod drogimi garsonkami. Wybierają odpowiedni czas i swoją ofiarę. Dawcą nasienia musi być mężczyzna z pozycją i wypchanym kontem bankowym. To da gwarancje wysokich alimentów. Kiedy już są gotowe uwodzą swą ofiarę pięknym ciałem i jego zapachem. Materiał genetyczny wraz z ubezpieczeniem na życie został pobrany. A co z dawcą? Ten czasem kończy po latach jako homoseksualista, znajdując ukojenie i zrozumienie w drugim mężczyźnie. To się nazywa feminizacja życia. Ha!
Gdzie jest Anna? Gdzie ona jest? Panuje tu taki tłok. Nie cierpię tego miejsca. O, widzę ją. Dużo już wiem o ich życiu. Naprawdę dużo.”
Anna oglądała małe kaftaniki, kolorowe śpioszki w misie, pieski, myszki. Wszystko było takie ładne, wielobarwne. Wzięła też do ręki pluszową pozytywkę. Pociągnęła za sznurek. Ze środka wydobył się przyjemny dźwięk. Lubiła pozytywki. Szczególnie jedną, aniołka, który stał na telewizorze w domu babci. Zawsze kiedy do niej przychodziła, nakręcała aniołka i patrzyła jak tańczy, z rozpostartymi skrzydłami. Delikatny dźwięk pozytywki z dzieciństwa.
Wzięła trochę maleńkich ubranek i pozytywkę. Krem i śpiworek do snu. Nie miała się kogo poradzić w kwestii zakupów. Swoja wiedzę czerpała z nudnych poradników dla kobiet w ciąży.


Anna podeszła do budki z lodami. Właściwie nie lubiła słodyczy. Miała tylko słabość do lodów o smaku truskawkowym. Fragola. Wzięła dwie różowe kulki. Usiadła na ławce w pasażu. Patrzyła na fontannę.
" Stałem przed nią. Widziałem jej oczy. Były ciemne. Ale ich tęczówki miały ciepłą, orzechową barwę. Ciekawe, czy ona mnie czuje, kiedy patrzę jej prosto w oczy? Czy czuje cokolwiek?
Teraz wygląda jak mała dziewczynka, która zgubiła się w tłumie. A mama jej nie odnajdzie. NIe chcę o tym myśleć. To jest jednak nieuchronne. Wolałbym nie posiadać tej wiedzy. Chciałbym teraz nie wiedzieć, co wydarzy się za chwilę. Ale wiem. I jest mi z tym bardzo trudno. Chciałbym nie widzieć też twarzy Anny i nie czuć tego, czego się tutaj nauczyłem odczuwać. To trudne. Chyba odczuwam ból. Ich ból. Przepełnia mnie. Co mogę zrobić, by los znów jej nie doświadczył? To niesprawiedliwe, że po raz kolejny wymierzy jej cios. Ona na to nie zasługuje.
To boli."
Anna na małej kartce napisała " Sara- Córka. Anna - Matka." Przyglądała się literom, jakby sama nie wierzyła, że tam są. Było jej przykro, że Sara przyjdzie na świat z bagażem braku ojca. Zastanawiała się, jak jej to wytłumaczyć. Kiedyś będzie musiała.
Udała się w kierunku wyjścia.
"Chciałem zastąpić jej drogę! Złapać w ramiona. Zatrzymać ich ziemski czas. Znowu będę musiał na to patrzeć. Muszę za nią iść. Muszę".
Na przystanku stała grupka ludzi. Autobus linii 77 podjechał po kilku minutach. Anna wsiadła do niego. Drzwi zatrzasnęły się z łoskotem. W środku panował tłok. Ledwo przecisnęła się do kasownika. Starszy pan ustąpił jej miejsca. Nie chciała, ale pan postawił na swoim. Był tak staromodnie elegancki. W beżowym, prochowym płaszczu i kapeluszu na głowie. Pod szyją miał starannie przewiązaną apaszkę. Stał wyprostowany z laską w dłoni. Gdzieś z tyłu dobiegał płacz dziecka. Zapachniało żółtym serem i zielonym ogórkiem. Chyba ktoś jadł pośpiesznie kanapkę.
"Szedłem pośród ścisku ludzkich ciał. Widziałem ich twarze. Wiele ludzkich twarzy. Podszedłem do Anny. Siedziała przy oknie. Patrzyła przez nie na miasto. W ręce trzymała karteczkę: Sara-Córka. Anna- Matka. Chciałbym móc ją teraz mocno trzymać w ramionach. Jak Daniel wtedy. Tam na lotnisku Abrahama. Jak Daniel ...
Za chwilę wszystko się zacznie. ...".
Autobus zatrzymał się na przystanku... Włosy Anny musnął delikatny powiew.
"Jeszcze tylko 10 sekund...
...9..
...8
...7
...6
...5
...4
...3
...2
...1 "

Na zero mężczyzna stojący po środku autobusu nagle krzyknął:
- Tu przed Gmachem Waszego Narodu, w imię Boga Najwyższego przeleje się krew Wasza! Przyjmij mnie Panie do siebie!!!
Rozdzierający, dziki krzyk zamachowca uderzył w szyby ostatnimi dźwiękami. Oczy wszystkich patrzyły na niego.
"Stałem przy tym mężczyźnie.
Węże ognia eksplodowały językami. Świstem, chaosem.
Moja jaźń wirowała wraz z płomieniem. Ogarniałem ich ciała. Zjadałem, trawiłem. Miażdżyłem odłamkami. Przecinałem skórę, wbijałem w oczy.
Ekstatyczny ból zatracił mnie w ogniu.
...
Opadłem zmęczony na chodnik.
...
Tuż obok leżała Anna. Z kącika ust i uszu sączyła się krew. Jej dłoń delikatnie, prawie niezauważenie rozchyliła palce. Wiatr wyjął z niej karteczkę: :"Sara-Córka. Anna-Matka". Chwyciłem nadpalony skrawek papieru i włożyłem do kieszeni jej płaszcza. Wtedy zobaczyłem, że z pomiędzy jej nóg wypływa krew. Siedziałem bezradnie w tej kałuży. Była ciepła i lepka. Taki kleisty, czerwony płyn."
Dookoła biegali ludzie, wzywali pomocy. Inni przechodnie z przerażeniem patrzyli na ciała. Ktoś siedział na ziemi i płakał. Karetki nadjeżdżały jedna po drugiej. Potem policja. Służby specjalne, Straż gasiła dopalający się wrak autobusu. Bomba spowodowała również ofiary w Gmachu Narodów. Na razie nie wiadomo było, czy ktoś z rządu ucierpiał. Przy krawężniku leżała laska starszego pana. I dziecko, które chwilę wcześniej płakało. I kawałek ogórka z pośpiesznie jedzonej kanapki. W imię Boga. Amen.

piątek, 25 lutego 2011

Mule gotowane

Ale mnie wzięło.. Chrapka na takie świeżutkie mule, prosto z morza. Zamykam oczy.Hmmm.... Jest ciepło, leżę w bikini, słońce opala moje ciało. Piję aperitif, campari z sokiem z dojrzałych pomarańczy. Mrrr.... Szum fal... Podchodzi kelner i przynosi mi półmisek małż... i lampkę bialego, schłodzonego wina. Jest tak ciepło, że ścianki kieliszka odymia para.
Pragnienie...



POTRZEBUJEMY:
- 1 kg świeżych muli ( jak nie prosto z morza, to mogą być prosto z kuchennego zlewozmywaka :))
- wody, tyle, by mule były zanurzone
- 4 duże cebule
- 2,3 liście laurowe
- 6 ziaren ziela angielskiego

Cebulę kroimy w półksiężyce, wodę zagotowujemy, solimy i wrzucamy cebulę i zioła. Gotujemy 30 minut, no może 40, cebula musi być już miękka, dodajemy małże, gotujemy znowu 15 minut. Gotowe!

Otwieram oczy... Hmmm... No szlag, nie jest to jednak plaża i Lazurowe Wybrzeże. To moja kuchnia... Ale małże są naprawdę :) Ten prosty przepis skomponowałam sama kilka lat temu. Jest prosty a małże...? Hmmm, sami spróbujcie. Polecam do nich białe wino Chablis, produkcji francuskiej.
No gdzie ten kelner, co miał mi masować stopy na plaży? ;) Ech... w kuchni go nie ma.
POZDRAWIAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :)))

zdjęcie pochodzi ze strony: przestrzen.com.pl

poniedziałek, 21 lutego 2011

Sos beszamel. Sos beszamelowy - absolutnie magiczny :)

Historia sosu jest do końca niewyjaśniona. Przypisuje się jego kompozycję markizowi Louis de Béchameil - urzędnik na dworze Ludwika XIV. Inne żródła podają, że sos był obiektem uwielbienia Ludwika XV. Jeszcze inne, że sos nie został stworzony przez samego Bechameil`a a jego kucharza nadwornego. Jak było... Któż to wie, ale czy to ważne po ponad 350 latach, skoro sam sos jest nie tylko historią, ale i nadal dziełem teraźniejszości? Opanowanie umiejętności jego stworzenia da Wam na zawsze wolność od sosów z torebek. Jego podstawowa forma jest bazą każdego sosu. Oryginalna z jajami to wspaniała kołderka dla zapiekanych warzyw, makaronów oraz przystawek podawanych na zimno. To król, prawdziwy król stołu obecnie nie tylko francuskiego, ale i włoskiego a tak naprawdę światowego. Jak nasz kochany, polski barszcz :)

Potrzebujemy:
- 1/3 kostki masła
- 2 czubate łyżki mąki pszennej
- 300 ml zimnego mleka
- dwa żóltka
- świeżo mielona sól i pieprz
- szczypta gałki muszkatołowej

Na patelni rozgrzewamy masło. Kiedy się roztopi dodajemy mąkę. Mieszamy cały czas. Maką powinna sie zrumienić. Wtedy dodajemy zimne mleko. Stopniowo. Dolewamy, mieszamy aż sos zgestnieje i znów dolewamy. Sos powinien mieć konsystencje gestej smietany. Jeżeli jest za gesty trzeba dodac jeszzce mleka. Gotujemy okolo 2 mintu ciagle mieszając. Mieszanie to pewność, że sos nie bedzie miał grudek i stanie sie aksamitny. Sciągamy z ognia, wbijamy 2 żółtka, mieszamy do uzyskania jednolitośości. Przprawiamy świeżo mielonym pieprzem, solą i świeżo tartą gałką muszkatołową.
TEN SOS TO DODATEK DO WARZYW:
wystarczy mieszanke warzywną z brokułam na przykład, lub szpinak ( tu dodac troche czosnku jeszcze) wsypac do żaroodpornego naczynia, polać oliwą, sosem i wstawić na 15-20 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C.
Do zimnych przystawek:
świetne do szparagów i szynek . Polewamy sosem i antre gotowe!

BAZA SOS BESZAMEL:
Wszystko tak samo jak na górze, ale nie używamy żółtek a mleko łaczymy pół na pół z wywarem mięsnym ( zimnym!). Tworząc taka bazę mamy wyjście do sosu grzybowego ( wystarczy na maśle zrumienić pieczarki lub dzikie grzyby i dodać do sosu bazy), koperkowego ( tak samo), pomidorowego, estragonowego... No wiecie... teraz puście wodze fanatzji. Naprawdę możecie zrobić każdy sos...A te gotowe ze sklepu... Hmmm... Do kosza? Po co Wam chemia w waszej kuchni ;)

środa, 16 lutego 2011

Sałatka z łososia

Z gotowaniem coraz trudniej, bo i z czasem niełatwo nadal. Ostatnio z potrzeby zjedzenia czegoś smacznego zrobiłam szybką sałatkę na kolację. Inspirowałam się kuchnią włoską.

Potrzebujemy

- łososia wędzonego lub carpaccio z polędwicy z tuńczyka
- sałata roszponka ( może być rucola, lub inne liście sałaty)
- cebula szalotka lub zwykła polska
- pomidory koktailowe lub truskawkowe
- świeżo tarty ser parmigiano lub grana padano
- karmelizowany ocet balsamiczny
- oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
- świeżo mielony pieprz - mieszanka 5 pieprzów
- świeżo mielona sól morska lub himalajska, różowa

Rozkładamy cieniutko pokrojona rybę na półmisku, posypujemy roszponką, cienko pokrojoną cebulką, pomidorami krojonymi w połowki. Skrapiamy odparowanym na patelni octem balsamicznym ( tak powstaje krem balsamiczny )oraz oliwą. Przyprawiamy solą i pieprzem zmielonymi w młynku. Pycha :) Smacznego!

niedziela, 30 stycznia 2011

Kurczak pieczony i kapusta zasmażana.

Nic specjalnego dziś nie wymysliłam, ale bylo smaczne i dość szybkie w przygotowaniu. Wystarczyl jeden sporej wielkości kurczak ekologiczny i moja kapusta kiszona z beczki.

POTRZEBUJEMY - na 4 osoby

KURCZAK
jednego kurczaka około 1,5 kg
- dwie ceuble szalotki, lub jedna, duża polska
- 3, 4 ząbki czosnku
- 40 dkg drobnych ziemniaków

MARYNATA DO KURCZAKA
- 3 łyzki suszonego majeranku
- 2 łyzki czerwonej, słodkiej papryki
- 3 łyżeczki pieprzu ziołowego
- 6 łyżek dobrej oliwy
- 3 łyżki ciemnego sosou sojowego

Wieczorem nacieramy kurczaka solą morską, wkładamy do worka foliowego i szczelnie owijamy. Wkladamy na noc do lodówki. Rano sporządzamy marynatę ze składników wymionych powyżej. Najpiew łączymy płynne składniki, potem dodajemy przyprawy i mieszamy pędzlem. Wykładamy kurczaka na blachę i dokładnie, raz, koło razu wsmarowujemy w niego pędzlem marynatę. Znowu wstawiamy kurczaka do lodówki na 2, 3 godziny.
Do jego "brzucha" wrzucamy połowę czosnku i połowę pokrojonej w ćwiartki cebuli oraz ziemniaki. Mieszamy. Resztę ziemniaków, cebuli i czosnku wykładamy na zewnatrz, obkładając "kuraka". Rozgrzewamy piekarnik do 160 stopni i pieczemy około 2 godziny. Po godzinie musimy go jednak obrócić na drugą stronę, aby równo sie zrumienił.

KAPUSTA ZASMAŻANA
- 40 dkg kapusty kiszonej
- łyżka kimnku polskiego
- smalec z gęsi
- jedna średnia cebula
- sól i pierz do smaku
- czubata łyżka mąki



Kapustę przelewamy wrzątkiem, czyli przepłukujemy :). Rozstapiamy w rondlu dwie, trzy łyżki gęsiego tłuszczu, wrzucamy kimnek, krótko prażymy i dodajemy kapustę. Zalewamy wrząca wodą, do objętości kapusty. Przkrywamy garnek, zmniejszamy ogień. Gotujemy około 2 godziny, często mieszając. Po 1,5 godzinie na patelni rozgrzewamy łyżke tłuszczu i wrzucamy posiekana w kostkę cebulę. Szklimy i dodajemy czubatą łyżkę mąki. Podsmażamy intesywnie mieszając i dodajemy zasmażkę do rondla z kapustą. Mieszamy wszystko. Jeżeli kapusta jest za gęsta dolewamy troche wrzątku. Znowu przykrywamy i gorujemy jeszcze 30 minut na wolnym ogniu, często mieszając. Na koniec przyprawiamy solą i pieprzem

SMACZNEGO