- To był początek końca świata. Mojego świata. – słowa Mariki spadły na podłogę.
Musieliśmy uciekać, by przeżyć. Wszystko zostawiliśmy, cały dorobek życia. Piętrowy dom z garażem przestał być ważny. Nie miał już żadnego znaczenia, ani on, ani samochód w leasingu, ani zysk firmy w ostatnim kwartale. Rozumiesz?! W jednej chwili wszystko przewróciło się do góry nogami. Zła Królowa stłukła lustro. Tylko… Tylko… Tylko mnie nie udało się odnaleźć wszystkich jego kawałków. Nie umiem… Nie umiem scalić lustra, sprawić by było gładkie. Nie widzę swojego odbicia… Tak jakby mnie nie było, jakbym nigdy nie istniała.
„Penetrowałem umysł Anny, jej wspomnienie było… Hmmm. Nie wiem jak to określić? Robiło mi się źle w tym wspomnieniu. Jakby to powiedział człowiek? Zaraz, zaraz… Jak to było? O! Oni chyba mówią w takich chwilach, że coś jest bolesne. To zaczyna być ciekawe. Myślałem, że tu będzie nudno.”
Cisza. Kobieta sięgnęła po czwartego papierosa. Wyjęła wolno , pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza.
„ Te papierosy mi coś przypominają. Kogoś właściwie. Znałem kiedyś takiego mężczyznę. Chodził i mówił, że ludzie mają się kochać. No to się tak pokochali, że skończył na krzyżu. Najpierw kazali mu wnieść krzyż na górę. Upadał wielokrotnie a wtedy go biczowali. Okropny widok. Zupełnie nie rozumiem człowieka. Tej jego drogi również. Od miłości do krzyża.”
Anna cały czas walczyła z drżeniem swojego ciała. Marika patrzyła w podłogę. Deski były matowe, wytarte. Lepiej patrzeć na deski. Wtedy mniej widać.
- Życie sprowadziło się do najprostszych potrzeb. – mówiła dalej. Zdobycie jedzenia, zrobienie kupy i żeby mieć czym się podetrzeć. Przespać się chociaż godzinę, nie czuwać cały czas. Zmyć z siebie ten smród.
Cisza. Oddech… Dym uniósł się pod sufit.
- Poczucie bezpieczeństwa… Było nieosiągalne. Zapłaciłabym każde pieniądze, każde pieniądze, każde… Oddałabym nerkę, nogę, zęby… Za jedną noc snu bez nasłuchiwania, bez dławiącego drżenia, które wywołuje jedna złamana gałązka. Czekasz… Jest noc… Zimno… Czekasz oparta o drzewo, żeby nie zasnąć. Walczysz z własnymi powiekami… Coś poruszyło się kilka metrów ode mnie. Budzę wszystkich. Szepczę, żeby nas nie usłyszeli. Uciekamy. To nie jest łatwe. Trzeba poruszać się jak zwierzę. Delikatnie jak sarna stawiać nogi, by nie złamać gałęzi, by nie zdradzić swojego położenia.
- Bo wiesz… Kiedy chcesz przetrwać stajesz się zwierzęciem. Twoja dusza opuszcza się do tego poziomu. Wraca w atawistyczny sposób tam, skąd przyszła. Twoje oczy i pragnienia są zwierzęce. Myśli są zwierzęce. Jednego dnia jesteś uciekającą sarną. Ale kiedy tak ciągle uciekasz… W lęku i popłochu, zaczynasz marzyć by stać się wilkiem. Albo po prostu położyć się na Ziemi, przytulić do niej i zasnąć. Zasnąć na zawsze, żeby jutro już nie nadchodziło… Jutro jest lękiem… Jutro jest lękiem… Jutro jest lękiem… - melodia zgasła. Wyłączono dźwięk. Cisza. Widać tylko ruch warg.
Papieros w dłoni prawie dogasał, ale przykleił się do palca. Żar wolno wgryzał się w ciało. Kobieta nawet nie zwróciła na to uwagi. Anna nie mogła znieść dłużej tego widoku. Siedziała jednak nieruchomo. Wtedy zobaczyła, że dłonie Mariki nie mają paznokci. Długie, smukłe palce zakończone mięsnym kikutem, w które wgryzł się brud i nikotyna.
- Uciekliśmy. Nie zauważyli nas. Zatrzymałam się. Wymiotowałam. Strach wstrząsał moim ciałem, wyrzucał się ze mnie wymiocinami.
Przytuliłam swoje dzieci. Przepraszam Was, tak bardzo Was przepraszam, że się boję. - Ręce Mariki objęły jej ramiona. Skrzyżowały się. Wyglądało to tak, jakby Kobieta chciała się wtulić w siebie. Niedopałek bezszelestnie upadł na deski. Cisza.
Butterfly i prośba do czytelników
To kulinarna podróż przez smaki świata, w poszukiwaniu smaku doskonałego. Każdego dnia będę coś gotować dla siebie i dla Was. Może wspólnie odnajdziemy harmonię zmysłów. Zupy,sery,mięsa,wędliny,owoce,morza,sałatki,chleb,makarony,pizza,desery. Mniam! Afrodyta powstała z morskiej piany... Butterfly z mojej wanny pełnej jabłek. Leć, leć motylku do ludzi. Przynieś im radość i uśmiech. Wrzuć im do garnka garstkę szczęścia i natkę spokoju. Leć, leć mój malutki.
Wszelkie prawa autorskie są zastrzeżone dla autora bloga. Opublikowane fragmenty powieści pod roboczym tytułem "Gniew Aniołow" są również własnością autora bloga i zostały przez niego napisane, według dat publikacji. Za uszanowanie zasad tej strony dziekuję :)
autor: Izabela Sikorska
autor: Izabela Sikorska
piątek, 10 grudnia 2010
czwartek, 9 grudnia 2010
Gniew Aniołów cz. III
Etykiety:
opowiadanie
- Pójdę po papierosa. - Kobieta wstała. Była bardzo szczupła i wysoka. Miała krótko przystrzyżone włosy, jak mężczyzna. Właściwie z tyłu wyglądała jak facet.
Po chwili wróciła z paczką w dłoni. Wyjęła wolno jednego, pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza. Kobieta wolno i głęboko zaciągnęła się papierosem. Wydawało się, że ta czynność przez chwilę przyniosła jej ulgę. Wzrok padł na Annę.
- O nic mnie nie pytaj. Będę mówić sama.
- Dobrze. - Anna nerwowo skinęła głową.
Znowu cisza, przerywana wydmuchiwanym dymem. Anna czuła, że chce uciekać. Teraz, natychmiast, póki nie jest jeszcze za poźno. I wtedy ...
- Mieszkaliśmy w Jamaracie. - Kobieta wycedziła wolno i spokojnie. - Miałam 20 lat, kiedy idąc ulicą, odnalazłam swojego mężczyznę. Szłam chodnikiem, popijając zmrożoną oranżadę. Był taki upał jak dziś. Rozgrzany asfalt rezonował z powietrzem, sklejał czubki butów. A więc szłam, kiedy on zaszedł mi drogę. Uśmiechnął się do mnie wysyłając zaproszenie. Spojrzałam w jego błękitne oczy. W ułamku sekundy wypowiedziały mi całą prawdę o nim i całą prawdę o mnie. Przeznaczenie. To był ten nieodgadniony rewers mej duszy. Jeśli nie odnajdziesz go w życiu, jesteś skazana na wieczną tęsknotę. Ja miałam szczęście. - Milczenie. Cisza. Kobieta wzięła drugiego papierosa. Wyjęła wolno , pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza.
Stalowe oczy spojrzały wprost na Annę. Teraz dreszcz z kregosłupa skoczył na kark, uderzył w mózg i wrócił na dół do miednicy. Strużka potu osunęła się ze skroni na kolano, zostawiając na jeansach plamę.
- To był wczesny poranek, dziesięć lat później. - Marika mówiła dalej. - Ciepło. Białe ściany sypialni odbijały słoneczne światło. Dłonie mojego męża oplatały moje ciało, chroniąc przed nagłym przebudzeniem. Słyszałam moje dzieci. Chyba bawiły się w pokoju obok.
- Wtedy... - Kobieta zadławiła się ostatnim słowem. Tak jakby wyraz wibrujący w powietrzu, nagle zawrócił i z całej siły wepchnął się w jej gardło, rozrywając krtań. Anna myślała, że z oczu Mariki popłyną łzy. Ale, nie ... Padły kolejne słowa. Ich ostrza wbijały się jej co raz głębiej w przełyk.
- Wtedy poczułam potworny ból. Przeszywał mój mózg, oczy... Sparalizował każdy włos. Wybuchł w uszach. Potem... Potem nastąpiła cisza wypełniona przerywanym świsto - piskiem. Ale nie wiem, czy to się działo w głowie, czy jedno z nas po prostu jęczało.
Cisza. Marika znowu przerwała. Cisza. Sięgnęła po trzeciego papierosa. Wyjęła wolno , pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza.
- To była bomba. Eksplodowała tuż przy naszym domu. Szkła i gruz obsypały mi twarz. Nasze ciała spopielały od pyłu. Kolejny dźwięk jaki dobiegł mych uszu, to płacz... Nie, to taki jęk zmieszany ze skowytem. Moje dzieci... Leżały na podłodze, ogłuszone wybuchem. Z ich uszu wypływała krew. Mój syn miał trzy latka. Wielki odłamek szkła wbij się w jego małą, delikatną nogę. Płomienna, czerwona ciecz sączyła się spod ostrza. Jego usta... Usta zamarły w przeraźliwym okrzyku, którego nie można było usłyszeć...
Cisza. Cisza. Cisza.
(...)
- Córka była chyba nieprzytomna... - Twarz Kobiety gwałtownie opadła w dół. Na czole pojawiły się bruzdy. Papieros w dłoni prawie dogasał, ale przykleił się do palca. Żar wolno wgryzał się w ciało. Kobieta nawet nie zwrociła na to uwagi. Anna nie mogła znieść dłużej tego widoku. Poderwała się, by zabrać nieruchomej Kobiecie niedopałek.
- Usiądź!- powiedziała Marika.
" Byłem w umyśle Anny. Czułem jej strach. Mocne uderzenia serca. Jak ci ludzie mogą żyć z takim uczuciami. Ciekawe, czy można się bać jeszcze bardziej, znaczy, chodzi mi o to, czy strach ma gradację. A jeśli tak, to gdzie jest jego granica? A jeśli... Jeżeli jest granica strachu, to co jest poza nią?"
Anna siedziała nieruchomo na przeciw Kobiety. Drżała. To było krępujące. Próbowała to ukryć. Chciało jej się płakać. Tak bardzo chciała płakać. Nie mogła jednak tego zrobić Marice. Strużka potu osunęła się wolno po skroni i spadła na jeansy, robiąc kolejną plamę.
CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Po chwili wróciła z paczką w dłoni. Wyjęła wolno jednego, pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza. Kobieta wolno i głęboko zaciągnęła się papierosem. Wydawało się, że ta czynność przez chwilę przyniosła jej ulgę. Wzrok padł na Annę.
- O nic mnie nie pytaj. Będę mówić sama.
- Dobrze. - Anna nerwowo skinęła głową.
Znowu cisza, przerywana wydmuchiwanym dymem. Anna czuła, że chce uciekać. Teraz, natychmiast, póki nie jest jeszcze za poźno. I wtedy ...
- Mieszkaliśmy w Jamaracie. - Kobieta wycedziła wolno i spokojnie. - Miałam 20 lat, kiedy idąc ulicą, odnalazłam swojego mężczyznę. Szłam chodnikiem, popijając zmrożoną oranżadę. Był taki upał jak dziś. Rozgrzany asfalt rezonował z powietrzem, sklejał czubki butów. A więc szłam, kiedy on zaszedł mi drogę. Uśmiechnął się do mnie wysyłając zaproszenie. Spojrzałam w jego błękitne oczy. W ułamku sekundy wypowiedziały mi całą prawdę o nim i całą prawdę o mnie. Przeznaczenie. To był ten nieodgadniony rewers mej duszy. Jeśli nie odnajdziesz go w życiu, jesteś skazana na wieczną tęsknotę. Ja miałam szczęście. - Milczenie. Cisza. Kobieta wzięła drugiego papierosa. Wyjęła wolno , pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza.
Stalowe oczy spojrzały wprost na Annę. Teraz dreszcz z kregosłupa skoczył na kark, uderzył w mózg i wrócił na dół do miednicy. Strużka potu osunęła się ze skroni na kolano, zostawiając na jeansach plamę.
- To był wczesny poranek, dziesięć lat później. - Marika mówiła dalej. - Ciepło. Białe ściany sypialni odbijały słoneczne światło. Dłonie mojego męża oplatały moje ciało, chroniąc przed nagłym przebudzeniem. Słyszałam moje dzieci. Chyba bawiły się w pokoju obok.
- Wtedy... - Kobieta zadławiła się ostatnim słowem. Tak jakby wyraz wibrujący w powietrzu, nagle zawrócił i z całej siły wepchnął się w jej gardło, rozrywając krtań. Anna myślała, że z oczu Mariki popłyną łzy. Ale, nie ... Padły kolejne słowa. Ich ostrza wbijały się jej co raz głębiej w przełyk.
- Wtedy poczułam potworny ból. Przeszywał mój mózg, oczy... Sparalizował każdy włos. Wybuchł w uszach. Potem... Potem nastąpiła cisza wypełniona przerywanym świsto - piskiem. Ale nie wiem, czy to się działo w głowie, czy jedno z nas po prostu jęczało.
Cisza. Marika znowu przerwała. Cisza. Sięgnęła po trzeciego papierosa. Wyjęła wolno , pudełko wydało chropowaty dźwięk prześlizgującej się po nim zapałki. Zapach siarki... Dym. Cisza.
- To była bomba. Eksplodowała tuż przy naszym domu. Szkła i gruz obsypały mi twarz. Nasze ciała spopielały od pyłu. Kolejny dźwięk jaki dobiegł mych uszu, to płacz... Nie, to taki jęk zmieszany ze skowytem. Moje dzieci... Leżały na podłodze, ogłuszone wybuchem. Z ich uszu wypływała krew. Mój syn miał trzy latka. Wielki odłamek szkła wbij się w jego małą, delikatną nogę. Płomienna, czerwona ciecz sączyła się spod ostrza. Jego usta... Usta zamarły w przeraźliwym okrzyku, którego nie można było usłyszeć...
Cisza. Cisza. Cisza.
(...)
- Córka była chyba nieprzytomna... - Twarz Kobiety gwałtownie opadła w dół. Na czole pojawiły się bruzdy. Papieros w dłoni prawie dogasał, ale przykleił się do palca. Żar wolno wgryzał się w ciało. Kobieta nawet nie zwrociła na to uwagi. Anna nie mogła znieść dłużej tego widoku. Poderwała się, by zabrać nieruchomej Kobiecie niedopałek.
- Usiądź!- powiedziała Marika.
" Byłem w umyśle Anny. Czułem jej strach. Mocne uderzenia serca. Jak ci ludzie mogą żyć z takim uczuciami. Ciekawe, czy można się bać jeszcze bardziej, znaczy, chodzi mi o to, czy strach ma gradację. A jeśli tak, to gdzie jest jego granica? A jeśli... Jeżeli jest granica strachu, to co jest poza nią?"
Anna siedziała nieruchomo na przeciw Kobiety. Drżała. To było krępujące. Próbowała to ukryć. Chciało jej się płakać. Tak bardzo chciała płakać. Nie mogła jednak tego zrobić Marice. Strużka potu osunęła się wolno po skroni i spadła na jeansy, robiąc kolejną plamę.
CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
środa, 8 grudnia 2010
Gniew Aniołów cz.II
Etykiety:
opowiadanie
Anna chciała być już w domu. Zamknąć się na klucz przed światem. Położyć na wersalce i wsłuchać we własne ciało. Poczuć te malutkie rączki, namacać główkę.
" Kiedy wszedłem leżała na sofie. Zaskoczył mnie jej widok. Na uszach miała stetoskop. Jego koniec dociskała do brzucha i nasłuchiwała czegoś. Czy jestem w stanie usłyszeć to co ona? Zaraz. Tak, słyszę. Ta dziewczyna słucha bicia serca płodu. Nigdy wcześniej tego nie slyszałem. Taki szeleszczący a jednocześnie głęboki dźwięk. Rytmiczne, bardzo szybkie uderzenia. Ona się uśmiechnęła, ja mimo woli też. Ta dziwna muzyka była przyjemna."
Anna przymknęła oczy. Słuchała dźwięku serca swojego dziecka. To ją odprężało, tak bardzo chciała poznać tę małą istotę. Jeszcze tylko 8 tygodni... Pomiędzy rzeczywistością a snem zobaczyła oczy...
Śniła o czarnej ziemi, kopała w niej łopatą. Zrobiła nieduży otwór i włożyła nasienie. Po chwili z grudek ziemi wydobył się nieśmiało biały pęd, który szybko przeistoczył się w zieloną łodygę.
Jakiś dźwięk zaczął uderzać w bębenki jej uszu. To...
Telefon dzwoni.
Anna wstała i leniwym krokiem podeszła do aparatu.
- Słucham ?
- Cześć to ja. Reportaż jest znakomity. Puścimy go w następnym numerze. - powiedział Naczelny.
- Tak? To dobrze.
- Nie cieszysz się?
- Sama nie wiem...
- Dziwna jesteś. Jeśli chodzi o kasę, to chciałem powiedzieć, że dam Ci premię.
- Dziękuję.
- Ok. Weź sobie trzy dni wolnego. Jesteś jakaś... Jakaś inna. Odpocznij... Może... MOże to przez ...
- Przepraszam, muszę się położyć. To do poniedziałku.
- No hej.
Anna odłożyła słuchawkę. Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc w głąb pokoju.
WTOREK, trzy tygodnie wcześniej. Godz. 8.30 - rano
Był pochmurny, deszczowy poranek. Anna trzy dni temu umówiła się na wywiad. Nie powinna być zdenerwowana. W końcu wykonywała ten zawód już tak długo. A jednak... Była.
Wzięła prysznic i natarła się olejkiem. Wszystko robiła powoli, w skupieniu. Jakby odprawiała jakiś niezrozumiały ceremoniał. Potem podniosła kosmetyczkę i kolejno wyłożyła z niej na blat umywalki: podkład, tusz do rzęs, róż i pomadkę. Kiedy skończyła spojrzała sobie ostatni raz przed wyjściem w oczy. Odbijały się w lustrze, ciemne tęczówki o powiększonej źrenicy.
- Dlaczego się jej boję? Dlaczego?!
Kiedy wchodziła do pokoju Kobiety, była bardzo spięta. Tak bardzo, że drżały jej koniuszki palców u dłoni. W pomieszczeniu panował półmrok. Powietrze stało, wisiało ciężką wilgotnością. Przyklejało się do ciała...
Kobieta siedziała przy oknie. Patrzyła przez szybę. Tępo i bez wyrazu. Annę przeszył dreszcz. Czuła mrowienie od miednicy, aż do kręgosłupa.
- Dzień dobry - powiedziała cicho Kobieta. Wtedy jej oczy spojrzały na Annę. Były niebieskie, zimne i przenikliwe. Annę omiótł ich stalowy dotyk. To było niemal fizyczne doznanie. Obie kobiety na chwile przykuła do siebie cisza. NIebieskie oczy wptarywały się w Annę, badały jej ciało... Krągły brzuch.
- Proszę usiąść- powiedziała w końcu Kobieta. - Tutaj, przy oknie.
- Dziękuję.
Anna usiadła na stołku, dokładnie na przeciw Kobiety. Jej twarz była jak posąg. Zastygła w dziwnym grymasie rysów twarzy. To było coś tak dziwnego, ten wyraz... Anna nie mogła znaleźć na to określenia, jeszcze nie teraz. Chciała zacząć jakoś rozmowę:
- Przyjechałam do Pani... - powiedziała.
- Tak, wiem.- odparła Kobieta. - Mam na imię Marika.
- Anna jestem - wyciagnęła dłoń w jej kierunku. Kobieta dziwnie dygnęła, jakby spłoszona niespodziewnym ruchem ręki, jak człowiek uchylający się przed ciosem.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
" Kiedy wszedłem leżała na sofie. Zaskoczył mnie jej widok. Na uszach miała stetoskop. Jego koniec dociskała do brzucha i nasłuchiwała czegoś. Czy jestem w stanie usłyszeć to co ona? Zaraz. Tak, słyszę. Ta dziewczyna słucha bicia serca płodu. Nigdy wcześniej tego nie slyszałem. Taki szeleszczący a jednocześnie głęboki dźwięk. Rytmiczne, bardzo szybkie uderzenia. Ona się uśmiechnęła, ja mimo woli też. Ta dziwna muzyka była przyjemna."
Anna przymknęła oczy. Słuchała dźwięku serca swojego dziecka. To ją odprężało, tak bardzo chciała poznać tę małą istotę. Jeszcze tylko 8 tygodni... Pomiędzy rzeczywistością a snem zobaczyła oczy...
Śniła o czarnej ziemi, kopała w niej łopatą. Zrobiła nieduży otwór i włożyła nasienie. Po chwili z grudek ziemi wydobył się nieśmiało biały pęd, który szybko przeistoczył się w zieloną łodygę.
Jakiś dźwięk zaczął uderzać w bębenki jej uszu. To...
Telefon dzwoni.
Anna wstała i leniwym krokiem podeszła do aparatu.
- Słucham ?
- Cześć to ja. Reportaż jest znakomity. Puścimy go w następnym numerze. - powiedział Naczelny.
- Tak? To dobrze.
- Nie cieszysz się?
- Sama nie wiem...
- Dziwna jesteś. Jeśli chodzi o kasę, to chciałem powiedzieć, że dam Ci premię.
- Dziękuję.
- Ok. Weź sobie trzy dni wolnego. Jesteś jakaś... Jakaś inna. Odpocznij... Może... MOże to przez ...
- Przepraszam, muszę się położyć. To do poniedziałku.
- No hej.
Anna odłożyła słuchawkę. Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc w głąb pokoju.
WTOREK, trzy tygodnie wcześniej. Godz. 8.30 - rano
Był pochmurny, deszczowy poranek. Anna trzy dni temu umówiła się na wywiad. Nie powinna być zdenerwowana. W końcu wykonywała ten zawód już tak długo. A jednak... Była.
Wzięła prysznic i natarła się olejkiem. Wszystko robiła powoli, w skupieniu. Jakby odprawiała jakiś niezrozumiały ceremoniał. Potem podniosła kosmetyczkę i kolejno wyłożyła z niej na blat umywalki: podkład, tusz do rzęs, róż i pomadkę. Kiedy skończyła spojrzała sobie ostatni raz przed wyjściem w oczy. Odbijały się w lustrze, ciemne tęczówki o powiększonej źrenicy.
- Dlaczego się jej boję? Dlaczego?!
Kiedy wchodziła do pokoju Kobiety, była bardzo spięta. Tak bardzo, że drżały jej koniuszki palców u dłoni. W pomieszczeniu panował półmrok. Powietrze stało, wisiało ciężką wilgotnością. Przyklejało się do ciała...
Kobieta siedziała przy oknie. Patrzyła przez szybę. Tępo i bez wyrazu. Annę przeszył dreszcz. Czuła mrowienie od miednicy, aż do kręgosłupa.
- Dzień dobry - powiedziała cicho Kobieta. Wtedy jej oczy spojrzały na Annę. Były niebieskie, zimne i przenikliwe. Annę omiótł ich stalowy dotyk. To było niemal fizyczne doznanie. Obie kobiety na chwile przykuła do siebie cisza. NIebieskie oczy wptarywały się w Annę, badały jej ciało... Krągły brzuch.
- Proszę usiąść- powiedziała w końcu Kobieta. - Tutaj, przy oknie.
- Dziękuję.
Anna usiadła na stołku, dokładnie na przeciw Kobiety. Jej twarz była jak posąg. Zastygła w dziwnym grymasie rysów twarzy. To było coś tak dziwnego, ten wyraz... Anna nie mogła znaleźć na to określenia, jeszcze nie teraz. Chciała zacząć jakoś rozmowę:
- Przyjechałam do Pani... - powiedziała.
- Tak, wiem.- odparła Kobieta. - Mam na imię Marika.
- Anna jestem - wyciagnęła dłoń w jej kierunku. Kobieta dziwnie dygnęła, jakby spłoszona niespodziewnym ruchem ręki, jak człowiek uchylający się przed ciosem.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
Gniew Aniołów cz.I
Etykiety:
opowiadanie
Anna była bardzo ładna. Miała delikatne ręce i drobne stopy. Czarne, lśniące włosy zwisały do bioder. Spod płaszcza wystawał jej nieśmiało zaokrąglony brzuch.
.................
„Minęła mnie tak blisko, że poczułem zapach jej ciała. Nie widziała mnie. Nie mogła mnie dostrzec… Poszedłem za nią. Patrzyłem na jej smukłe, śniade ciało, na widoczną już ciążę, na życie, które nosi w sobie . Była jak Ewa z mitycznego Raju. Może jednak lepiej być człowiekiem… Może? Ale z drugiej strony jak radzić sobie z bólem? Czasem się zastanawiam, czy On dał im wystarczająco dużo siły, by umieli przetrwać?”
................
Anna weszła do redakcji.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Zaspałam. - Dołączyła szybko do siedzących kolegów i mechanicznie zaczęła się przysłuchiwać rozmowie.
- Dobra, Adam Ty zajmiesz się Kryzysem na Wschodzie. Zrób wywiad z dowódcą, znajdź rodziny ofiar, wiesz… To musi być osobiste, musi być kanwa historii jednego człowieka. To będzie mocne wtedy! Chcę relacji żołnierza w zderzeniu z emocjami rodziny ofiar z wrogiego obozu.
- Basia… Hmm… Hmm.. Hmm – Naczelny zaczął przerzucać stos zabazgranych kartek. – Dobra Baśka! Ty się zajmiesz sytuacją na giełdzie. Tak. Weź giełdy, nowojorską … Aha, aha.. i jeszcze prześledź giełdy papierów w Azji. Wiesz, trzeba w prosty sposób wytłumaczyć ludziom jak sytuacja gospodarcza w Azji wpłynęła na Nowy Jork…
Anna zamyśliła się. Widziała przed sobą wciąż te niebieskie oczy. Wyglądały jak ekran telewizora, na którym wyświetla się właśnie coś strasznego… Coś tak przerażającego, co Cię paraliżuje, aż wydobywa się z Ciebie niemy krzyk.
- Anno, a jak Twój reportaż? Czy już skończyłaś pisać? – Naczelny przywrócił ją do rzeczywistości.
- Tak, chyba tak. Właściwie… Tak.- Naczelny zmierzył ją srogo.
- Jest gotowy - odpowiedziała zdecydowanie. Sięgnęła do torby i wyjęła płytę z reportażem.
- Masz! Masz tu wybebeszone z człowieka flaki. Będzie mocne! Tak jak lubisz – Anna była wyraźnie podenerwowana. Rzuciła płytę na stół i wybiegła z redakcji. Z oddali dobiegł ją głos szefa.
- Weź sobie wolne! Chyba się przepracowałaś Anno! Nie odpowiedziała. Szybko wyszła na ulicę. Uderzył ją w twarz huk miasta i smród spalin. Na chwilę zmącił jej umysł.
………………………………………………
„ Poszedłem za nią znowu. Chciałem wiedzieć o co jej chodzi. Co ją tak zdenerwowało. Szła energicznym krokiem. Wiatr rozwiewał jej włosy, które falowały jak kłosy żyta, podrywane gwałtownymi podmuchami.”
Ciąg dalszy nastąpi…
.................
„Minęła mnie tak blisko, że poczułem zapach jej ciała. Nie widziała mnie. Nie mogła mnie dostrzec… Poszedłem za nią. Patrzyłem na jej smukłe, śniade ciało, na widoczną już ciążę, na życie, które nosi w sobie . Była jak Ewa z mitycznego Raju. Może jednak lepiej być człowiekiem… Może? Ale z drugiej strony jak radzić sobie z bólem? Czasem się zastanawiam, czy On dał im wystarczająco dużo siły, by umieli przetrwać?”
................
Anna weszła do redakcji.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Zaspałam. - Dołączyła szybko do siedzących kolegów i mechanicznie zaczęła się przysłuchiwać rozmowie.
- Dobra, Adam Ty zajmiesz się Kryzysem na Wschodzie. Zrób wywiad z dowódcą, znajdź rodziny ofiar, wiesz… To musi być osobiste, musi być kanwa historii jednego człowieka. To będzie mocne wtedy! Chcę relacji żołnierza w zderzeniu z emocjami rodziny ofiar z wrogiego obozu.
- Basia… Hmm… Hmm.. Hmm – Naczelny zaczął przerzucać stos zabazgranych kartek. – Dobra Baśka! Ty się zajmiesz sytuacją na giełdzie. Tak. Weź giełdy, nowojorską … Aha, aha.. i jeszcze prześledź giełdy papierów w Azji. Wiesz, trzeba w prosty sposób wytłumaczyć ludziom jak sytuacja gospodarcza w Azji wpłynęła na Nowy Jork…
Anna zamyśliła się. Widziała przed sobą wciąż te niebieskie oczy. Wyglądały jak ekran telewizora, na którym wyświetla się właśnie coś strasznego… Coś tak przerażającego, co Cię paraliżuje, aż wydobywa się z Ciebie niemy krzyk.
- Anno, a jak Twój reportaż? Czy już skończyłaś pisać? – Naczelny przywrócił ją do rzeczywistości.
- Tak, chyba tak. Właściwie… Tak.- Naczelny zmierzył ją srogo.
- Jest gotowy - odpowiedziała zdecydowanie. Sięgnęła do torby i wyjęła płytę z reportażem.
- Masz! Masz tu wybebeszone z człowieka flaki. Będzie mocne! Tak jak lubisz – Anna była wyraźnie podenerwowana. Rzuciła płytę na stół i wybiegła z redakcji. Z oddali dobiegł ją głos szefa.
- Weź sobie wolne! Chyba się przepracowałaś Anno! Nie odpowiedziała. Szybko wyszła na ulicę. Uderzył ją w twarz huk miasta i smród spalin. Na chwilę zmącił jej umysł.
………………………………………………
„ Poszedłem za nią znowu. Chciałem wiedzieć o co jej chodzi. Co ją tak zdenerwowało. Szła energicznym krokiem. Wiatr rozwiewał jej włosy, które falowały jak kłosy żyta, podrywane gwałtownymi podmuchami.”
Ciąg dalszy nastąpi…
wtorek, 7 grudnia 2010
Herbata miłości
Etykiety:
napoje
Niektórzy z moich znajomych znają już ten przepis. To świetny trunek na długie wieczory zimowe. To napój, którym można obdarować ukochaną osobę, by rozgrzać w niej uczucia i ciało. Wystarczy mieć:
Dobrej jakści czarną herbatę, którą zaparzamy w dzbanku ( około litra)
do niej dodajemy pół laski wanilii
jedną niedużą korę cynamonu, którą ścieramy na drobnych oczkach tarki
5 rozgniecionych gwiazdek goździków
4 plasterki limonki
trzy plastry pomarańczy
Wszystko wrzucamy do dzbanka z gorącą herbatą i mieszamy. Słodzimy cukrem trzcinowym według uznania. Ja daję trzy łyżki cukru. Gotowe, rozgrzewające, pachnące i... inspirujące.
Gorącego wieczoru ;-)
p.s. Chciałam poinformować, że mam trochę chwilowego luzu, w związku z tym opublikuję teraz obiecywany od roku przepis na "Karpia po żydowsku". Bo potem mogę znowu nie dotrzymać słowa z braku czasu. Więc wkrótce nadejdzie oryginalny przepis na faszerowaną rybę. Bo jeśli ktos nie lubi karpia to od razu podpowiadam, że przepis ten można zastosować do amura, szczupaka, jesiotra, sandacza.
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Curry z ziemniaków i pomidorów
Etykiety:
kuchnia indyjska,
kuchnia wegetariańska
Nie wiem, czy to śnieg sprawia ten galop myśli... W głowie mi wrze.
Nie będę się więc rozpisywać, tylko od razu przejdę do meritum. Danie jest proste i szybkie w wykonaniu. Efekt murowany i bardzo, bardzo smaczny.
POTRZEBUJEMY:
- 4 dużych ziemniaków pokrojonych w kostkę
- 1 dużej cebuli
- 2-3 cm tartego korzenia imbiru lub płaską łyżeczkę mielonego
- dwa ząbki czosnku drobno posiekane
- 1/2 łyżeczki ( by było ostre, całe) chilli w proszku lub pieprzu cayenne
- puszkę pomidorów - latem świeże oczywiście, 3 duże pomidory
- 3 łyżki oliwy lub oleju arachidowego
Ziemniaki najpierw gotujemy w nieosolonej wodzie.
PRZYPRAWY
- 1 płaska łyżeczka nasion gorczycy białej
- 2 goździki
- 1 strączek kardamonu
- 2,5 cm kory cynamonu
- 7 ziarenek pieprzu kolorowego lub czarnego
- kto ma świeże liście curry ( ja nie miałam :( )
Pieprz, kardamon i goździki rozgniatamy w moździerzu.Rozgrzewamy olej na patelni i wrzucamy wszystkie przyprawy. Uwaga! Prażona gorczyca strzela jak pop corn. Szybko mieszamy, by przyprawy się nie przypaliły. Po "wystrzeleniu" gorczycy dodajemy posiekaną w piórka cebulę i kolejno imbir, czosnek, liście curry, chilli, pomidory i sól. Jeżeli pomidory są świeże gotujemy, aż zmiekno. Jeśli z puszki gotujemy 5 minut, dodajemy ziemniaki i znów gotujemy 5 minut. Gotowe!
Można też dodać surowe ziemniaki do pomidorów. Wtedy jednak danie potrzebuje około godziny, by zmiękły.Oczywiście to danie również rozgrzewa. Specjalnie podaje teraz takie przepisy, by Was trochę rozgrzać na tym mrozie.
SMACZNEGO :)))
Nie będę się więc rozpisywać, tylko od razu przejdę do meritum. Danie jest proste i szybkie w wykonaniu. Efekt murowany i bardzo, bardzo smaczny.
POTRZEBUJEMY:
- 4 dużych ziemniaków pokrojonych w kostkę
- 1 dużej cebuli
- 2-3 cm tartego korzenia imbiru lub płaską łyżeczkę mielonego
- dwa ząbki czosnku drobno posiekane
- 1/2 łyżeczki ( by było ostre, całe) chilli w proszku lub pieprzu cayenne
- puszkę pomidorów - latem świeże oczywiście, 3 duże pomidory
- 3 łyżki oliwy lub oleju arachidowego
Ziemniaki najpierw gotujemy w nieosolonej wodzie.
PRZYPRAWY
- 1 płaska łyżeczka nasion gorczycy białej
- 2 goździki
- 1 strączek kardamonu
- 2,5 cm kory cynamonu
- 7 ziarenek pieprzu kolorowego lub czarnego
- kto ma świeże liście curry ( ja nie miałam :( )
Pieprz, kardamon i goździki rozgniatamy w moździerzu.Rozgrzewamy olej na patelni i wrzucamy wszystkie przyprawy. Uwaga! Prażona gorczyca strzela jak pop corn. Szybko mieszamy, by przyprawy się nie przypaliły. Po "wystrzeleniu" gorczycy dodajemy posiekaną w piórka cebulę i kolejno imbir, czosnek, liście curry, chilli, pomidory i sól. Jeżeli pomidory są świeże gotujemy, aż zmiekno. Jeśli z puszki gotujemy 5 minut, dodajemy ziemniaki i znów gotujemy 5 minut. Gotowe!
Można też dodać surowe ziemniaki do pomidorów. Wtedy jednak danie potrzebuje około godziny, by zmiękły.Oczywiście to danie również rozgrzewa. Specjalnie podaje teraz takie przepisy, by Was trochę rozgrzać na tym mrozie.
SMACZNEGO :)))
środa, 1 grudnia 2010
Zakwas na barszcz
Etykiety:
kuchnia polska,
zupy
Potrzebujemy:
-6 dużych buraków czerwonych ( mogą być okrągłę, ale te podłużne mają więcej słodyczy)
- około litra wody źródlanej ( mineralna niegazowana)
- czubata łyżeczka soli kamiennej
- 3 rozgniecione ząbki czosnku
- skórka chleba razowego bez konserwantów
Buraki obieramy ze skórki, myjemy i kroimy w talarki ( po pokrojeniu już nie myjemy, bo wypłukamy większość cennych składników z warzywa). Układamy w glinianym lub szklanym naczyniu, dorzucamy czosnek i zalewamy letnią wodą wymieszaną z solą. Warzywa muszą być przykryte płynem ( powierzchnia wody powinna być ok. 1 cm nad burakami, nie może być jej za dużo). Na wierzch kłądziemy skórkę razową żytnią. Przykrywamy ściereczką. Ja odstawiam zakwas na co najmniej tydzień. Codziennie zbieram z niego pianę, by nie powstała pleśń. Jeśli zobaczycie pleśń na skórce od chleba wyrzućcie ją i zastąpcie nową. Po 8-10 dniach zakwas przecedzamy przez gęste sito lub gazę i zlewamy do butelek lub słoików. Tym razem szczelnie zakręcamy. Zakwas jes gotowy do użycia. Ja na 4 litrowy barszcz używam około litra zakwasu, ale jest to kwestia smaku. Chodzi o poziom zakwaszenia zupy.Przyprawy takie jak liście laurowe, ziele czy czarny pieprz dodaję dopiero do zupy. Można dodać już do zakwasu, ale wtedy trzeba bardzo uważać doprawiając zupę, bo smaki się nałożą i może wyjść za gorzka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)